Ocena wątku:
  • 0 głosów - średnia: 0
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Bruegel i Malczewski w oczach Kaczmarskiego
#31
Edyta napisał(a):Chodzi tylko o to, czy rzeczywiście spotkanie z prawdziwym obrazem jest tak ważne.
Czasem nie jest wazne - albumy bywaja na ogol wspanialej jakosci. Mozna wiecej szczegolow dostrzec, wiecej im czasu poswiecic w ciszy domu (mowie o albumach, nie o kopiach dostepnych w necie - chociaz i tu zdazaja sie dobre) Ale czasami ma sie ochote posiedziec w muzeum przed oryginalem.Czasem nie ma po prostu albumu z tym co kocham (papirusy).Dla mnie szczegolnie rzezby,bizuteria egipska, i mysli 'trzymal ktos to dluto, pedzelek tysiace lat temu a ja teraz stoje przed tym'. Co do tlumow - w Amsterdamie jest Muzeum Bibilijne - jeszcze pare lat temu puste, mozna bylo posiedziec i popatrzec na kanal przy kawie - teraz tlumy - i juz mi sie nie nie chce.Podobnie Pergamonskie w Berlinie. Lejda nadal pusta - wiec kocham, no i odkrylam muzeum niereklamowane w Amsterdamie - puste i wspaniale Allard Pierson Museum (juz zrobilam reklame) .
Poza tym to nie JK otworzyl mi oczy na sztuke... Najpierw byly albumy, muzea, potem JK...
Andrzej J. napisał(a):Polecam filię Muzeum Narodowego w Poznaniu - w Rogalinie.

Wiem, ale nie bylam.
'Niegodne nas – za sprawy błahe
(Drobnych utrapień lichy towar)
Płacić rozpaczą, gniewem, strachem,
Zużywać w kłótniach cenne słowa'
Odpowiedz
#32
Edyta napisał(a):Nie sądzę, żebym zobaczyła na jakimkolwiek obrazie coś zbliżonego do refleksji JK
Ejże Edytko, więcej wiary w siebie!

[ Dodano: 10 Czerwiec 2007, 11:19 ]
Pozdrawiam! Smile
Odpowiedz
#33
Edyta napisał(a):Chodzi tylko o to, czy rzeczywiście spotkanie z prawdziwym obrazem jest tak ważne.
Jest bardzo ważne. Na żadnej z reprodukcji nie widać tak pięknie anamorfozy z "Ambasadorów", jak na oryginale.
Zadna też reprodukcja nie zastąpi zetkniecia z wielkoformatowymi obrazami Snydersa. Po prostu w tych płótnach istotoną rzeczą jest wielkośc przedstawienia, skala martwej natury - nia ma takich albumów, które mogłby to oddać.
Wreszcie Vermeer. Tu jest odwrotnie, niż u Snydersa - kolosalne wrażenie robi fakt, że płótna V są niewielkie, bardzo precyzyjne, niezwykle dopracowane - to widać dopiero przy zetknięciu się z oryginałem.
Poza tym reprodukcje albumowe często zawierają przekłamania co do koloru, czasem tez proporcji. Wreszcie, reprodukcje - przynajmniej na mnie - robią wrażenie płaskich i matowych. Dokładnie odwrotne wrażenie mam oglądając oryginały. Oryginały są przestrzebnne, soczyste, żywe.

[ Dodano: 10 Czerwiec 2007, 12:11 ]
Markowa <!-- s:) --><img src=\{SMILIES_PATH}/smile.gif\" alt=\":)\" title=\"\" /><!-- s:) --> napisał(a):To jak kino i TV, ja wolę kino.
A widzisz, o ile zgadzam się z Tobą, co do muzeów i oglądania oryginałów, o ile zgadzam się, ze wielkośc reprodukcji ma czasem kolosalne znaczenie i jest wielką wadą albumów ich zazwyczaj niewielki format (nie ma takiego albumu, który oddał by cały charakter Bitwy pod Grunwaldem. Nie ma, bo ten charakter tkwi także w formacie dzieła, a takich albumów się nie wydaje, które mogłby pokazać Bitwę w skali 1:1 ;-) )
Poza tym obraz jest też przedmiotem, jest fizyczny, namacalny, można teoretycznie dotknąc farby, z bliska oglądać fakturę płótna. W recepcji np. dzieł Van Gogha to zbliżenie się do fizycznego przedmiotu, jakim jest obraz ma znaczenie kolosalne. W dziełach Van Gogha jest bowiem sprawą niezwykle istotny sposób, w jaki malarz kładł farbę. I to na dobrą sprawę widać dopiero z bliska, w realu ;-). A
.
Co do kina i TV to już mam inne zdanie. Otóż jest wiele filmów, których - moim zdaniem - nie ma sensu oglądać w kinie. Poza pewnym klimatem niektórych kin, który faktycznie lubię, nie widze różnicy między oglądaniem "Dnia Świra" w Kinie i w TV (na DVD). Może takż, że oglając film na DVD można wrócić do niektórych scen, dialogów, zatrzymać film w odpowiednim momencie itp.
Istnieje natomiast różnica między "Władcą pierścieni" na ekranie kina i telewizora. Oczywiście wybrałbym się na ten film do kina. Tylko, ze takich produkcji wartych obejrzenia na dużym ekranie jest w sumie niewiele. Mnie wszelkiego rodzaju "Troje" i inne super-duper-wypasione produkcje z milonem statystów i 19 tonami zdetonowanego trotylu - zwazwyczaj nie interesują. Wolę filmy kameralne, oszczędne. W ogóle wolę kino polskie niż nie polskie. A polacy nie robią zazwyczaj takich filmów, które trzeba by było oglądac w dużym formacie.
Inna sprawa, że sam film nie jest przedmiotem - przedmiotem jest taśma, oglądając ją z bliska widzimy przedmiot, nośnik obrazu, ewentualnie poszczególne klatki. Taśmy filmowej nie da się podziwiać w taki sam sposób, jak można podziwiać wyobrażoną na obrazie sytuację i sam obraz - jako przedmiot.
[b][color=#000080]Warszawskie bubki, żygolaki
Z szajka wytwornych pind na kupę,
I ty, co mieszkasz dziś w pałacu,
A srać chodziłeś pod chałupę,
Ty, wypasiony na Ikacu -
całujcie mnie wszyscy w dupę.[/color][/b]
Odpowiedz
#34
Paweł Konopacki napisał(a):Wreszcie Vermeer. Tu jest odwrotnie, niż u Snydersa - kolosalne wrażenie robi fakt, że płótna V są niewielkie, bardzo precyzyjne, niezwykle dopracowane - to widać dopiero przy zetknięciu się z oryginałem.
No wiec znow trzeba do mojej ukochanej Glyptoteki - zreszta samo muzeum nieprawdopodobnie przecudne z palmiarnia

<!-- m --><a class="postlink" href="http://da.wikipedia.org/wiki/Billede:Glyptoteket_palme.JPG">http://da.wikipedia.org/wiki/Billede:Gl ... _palme.JPG</a><!-- m -->

i mozna gdzinami siedziec na podlodze ( taki moj sposob patrzenia, wzorem przedszkolakow, ktore tam przychodza rysowac...) No i jest tam 'moj' Rodin z rzezba do ktoregos z kregow piekla...

Jak do tej pory to jedyne muzeum, ktore znam, finansowane przez piwo ( zalozycielem byl piwowar Carlsberg - byly to poczatkowo jego prywatne zbiory.)

Ale z drugiej strony dzieki za albumy - wszystkiego nie zdazy sie zobaczyc w oryginale.
'Niegodne nas – za sprawy błahe
(Drobnych utrapień lichy towar)
Płacić rozpaczą, gniewem, strachem,
Zużywać w kłótniach cenne słowa'
Odpowiedz
#35
Andrzej J. napisał(a):Polecam filię Muzeum Narodowego w Poznaniu - w Rogalinie.
A ja Muzeum w domu Zegadłowicza w Gorzeniu Górnym! Jest tam mnóstwo obrazów naszych najlepszych artystów, które pisarz otrzymał od nich. Są m.in. prace Stefana Żechowskiego, które są - moim zdaniem - genialne! Ponieważ Muzeum wspiera również młodych artystów - są też i ich prace. Zachęcam do odwiedzenia! No i także do zobaczenia Muzeów w Szklarskiej Porębie i Muzeum w domu V. Hofmana.
"Na ludzką pamięć nie można liczyć. Niestety, również na niepamięć."
Odpowiedz
#36
gosiafar napisał(a):także do zobaczenia Muzeów w Szklarskiej Porębie i Muzeum w domu V. Hofmana.
Mieszkalam w domu Hofmana 10-12 dni. Mialam chyba 14- 15 lat. Warto zobaczyc. Dobrze, ze mi przypomnialas.

[ Dodano: 10 Czerwiec 2007, 13:07 ]
Paweł Konopacki napisał(a):Wolę filmy kameralne, oszczędne.
Ja raczej tez ( to 'raczej' wzielo sie z Wladcy Pierscienia, ktorego obejrzalam w komplecie - tzn. wszystkie czesci na raz - maraton w kinie). Jednak i te kameralne wole w kinie - Bergmana ogladalam i w kinie i w TV - preferuje kino- tyle, ze przy Bergmanie ogladanie w domu ma swoja zalete - moze wyjsc i 'zaczerpnac oddechu'.

[ Dodano: 10 Czerwiec 2007, 13:18 ]
Paweł Konopacki napisał(a):Taśmy filmowej nie da się podziwiać w taki sam sposób, jak można podziwiać wyobrażoną na obrazie sytuację i sam obraz - jako przedmiot.
Pawle, tasme tez mozna podziwiac....w taki sam sposob. Ale, ale -nie odchodzmy od tematu Bruegel i Malczewski w oczach Kaczmarskiego, wiec sorry za OT.
'Niegodne nas – za sprawy błahe
(Drobnych utrapień lichy towar)
Płacić rozpaczą, gniewem, strachem,
Zużywać w kłótniach cenne słowa'
Odpowiedz
#37
Ja jestem za to wielką kinomanką, prawie wszystko wolę oglądać w kinie. Nie tylko dlatego, że tam jest większy ekran i lepsze głośniki, ja lubię klimat kina. Lubię specjalnie wyjść z domu w miłym towarzystwie usiąść na sali, a potem dyskutować wrażenia. W domu to mniej się udaje, nie ma takiej ciszy, jest więcej rozproszeń. Poza tym za kino się płaci i to ma swoją wartość, swoją niezwykłość. Uwielbiam te momenty kiedy mój najlepszy przyjaciel dzwoni do mnie i mówi: "skoro oboje mamy jutro zaliczenie to wpadnę o 20, pójdziemy do kina" i tak w ciągu godziny jestem w innym świecie, bo kiedy oglądam coś w kinie świat zewnętrzny nie istnieje...

Nie lubię polskich filmów, mało które mi się podobają. Ostatnio uwielbiam chińskie, japońskie i hiszpańskie. W sumie wszystkie, byle nie anglosaskie.
Kobieta to jedyna zdobycz, która zastawia sidła na myśliwego...
Odpowiedz
#38
Elzbieta napisał(a):Warto zobaczyc. Dobrze, ze mi przypomnialas.
To jeszcze "dorzucę" mało uczęszczane miejsce: Stryszów Dwór (na trasie Wadowice - Sucha Beskidzka), gdzie znajduje się Oddział Zamku Królewskiego na Wawelu. Też zdecydowanie warto zajrzeć!
"Na ludzką pamięć nie można liczyć. Niestety, również na niepamięć."
Odpowiedz
#39
Paweł Konopacki napisał(a):Inna sprawa, że sam film nie jest przedmiotem - przedmiotem jest taśma, oglądając ją z bliska widzimy przedmiot, nośnik obrazu, ewentualnie poszczególne klatki. Taśmy filmowej nie da się podziwiać w taki sam sposób, jak można podziwiać wyobrażoną na obrazie sytuację i sam obraz - jako przedmiot.
Piwko!
Odpowiedz
#40
Markowa <!-- s:) --><img src=\{SMILIES_PATH}/smile.gif\" alt=\":)\" title=\"\" /><!-- s:) --> napisał(a):Nie lubię polskich filmów
Cytat:Nuda. Nic się nie dzieje, proszę pana. Nic. Taka, proszę pana, ... dialogi - niedobre, bardzo niedobre dialogi są. Proszę pana. W ogóle brak akcji jest. Nic się nie dzieje. Aż dziw bierze, że się nie wzorują na zagranicznych, proszę pana
Dla fanów muzeów:
[Obrazek: dziwne13.jpg]
Odpowiedz
#41
Paweł Konopacki napisał(a):Wreszcie Vermeer. Tu jest odwrotnie, niż u Snydersa - kolosalne wrażenie robi fakt, że płótna V są niewielkie, bardzo precyzyjne, niezwykle dopracowane - to widać dopiero przy zetknięciu się z oryginałem.
Mówiąc o reprodukcji Bitwy pod Grunwaldem sprowadzasz moją tezę do absurdu. Niepotrzebnie. Chyba oczywiste jest założenie, że mówimy o obrazach, które mieszczą się na jednej kartce albumu, nawet w rozsądnym pomniejszeniu.
Jeśli chodzi o Vermeera to nie mogę się z Tobą zgodzić. Sugerujesz, że na reprodukcji jest mniej szczegółów? W jaki sposób?
Paweł Konopacki napisał(a):Poza tym reprodukcje albumowe często zawierają przekłamania co do koloru
Pawle, załóżmy, że mowa o dobrych albumach, nie jakichś dodatkach do gazety.
Paweł Konopacki napisał(a):obią wrażenie płaskich i matowych.
Takie wrażenie to może robić zdjęcie. Jak reprodukcja może być bardziej płaska niż obraz? A jeśli chodzi o matowość - to nie mam pojęcia, o czym piszesz. Rozumiem, że to jest "wrażenie", mimo tego, że papier jest błyszczący, tak?
Odpowiedz
#42
Krasny napisał(a):Piwko!
Wiesz, ja czasem (czesto) nie wyczuwam ironii - czy to piwko bylo ironia?
Bo tasme da sie podziwiac podobnie jak 'rysunek pepitowej kratki tych portek Jedrusia [...] byl dla niego w tej chwili najpiekniejsza rzecza na swiecie' Wink
Pozegnanie jesieni' Witkacy str 180.

Wrocmy do Bruegl'a i Malczewskiego
'Niegodne nas – za sprawy błahe
(Drobnych utrapień lichy towar)
Płacić rozpaczą, gniewem, strachem,
Zużywać w kłótniach cenne słowa'
Odpowiedz
#43
Elzbieta napisał(a):Wrocmy do Bruegl'a i Malczewskiego
Elzbieta napisał(a):Ale, ale -nie odchodzmy od tematu Bruegel i Malczewski w oczach Kaczmarskiego, wiec sorry za OT.
Elżbieto, proszę, nie naganiaj tak do tego Bruegla i Malczewskiego. Jodynka powiedziała, że ich poznała dzięki JK i zapytała o nasze doświadczenia, to raz. Dwa - czy rozmowa o wartości reprodukcji i obrazu jest aż tak jałowa, nudna i niepotrzebna? Wydaje mi się, że nie!
Odpowiedz
#44
Edyta napisał(a):czy rozmowa o wartości reprodukcji i obrazu jest aż tak jałowa, nudna i niepotrzebna? Wydaje mi się, że nie!
Nie, nie jest. Mozemy kontynuawac, tymbardziej, ze tylko JK wiedzial jak to odczuwal - nawet jesli w wywiadach publicznie na ten temat mowil. Nie dowiemy sie nigdy jak to odbieral i jak to sie Mu z roznymi innymi obrazami kojarzylo. Juz nie naganiam....
'Niegodne nas – za sprawy błahe
(Drobnych utrapień lichy towar)
Płacić rozpaczą, gniewem, strachem,
Zużywać w kłótniach cenne słowa'
Odpowiedz
#45
Piwko dla Konopa nie było ironiczne. Jest duża różnica między filmem a obrazem, choćby dlatego że film jest czymś fizykalnie innym od obrazu (tak samo jak od rzeźby, czy też architektury). Obejrzenie filmu (tak samo jak wysłuchanie utworu muzycznego) to nie jest, jak by to ująć, studium przedmiotu.

Smile
Odpowiedz
#46
Nie no proszę, Marku... Nie powiedziałam, że nie lubie żadnego polskiego filmu. "Rejs" akurat warto było zobaczyć, ale już "Dzień świra" jest dla mnie nie do przyjęcia. Z dobrych rodznych produkcji polecam: "Południe-Północ" i "Jasminum". Jednak dużo bardziej mnie interesują filmy azjatyckie, pewnie przez swoją egzotykę.
Kobieta to jedyna zdobycz, która zastawia sidła na myśliwego...
Odpowiedz
#47
Markowa:) napisał(a):Nie lubię polskich filmów, mało które mi się podobają. Ostatnio uwielbiam chińskie, japońskie i hiszpańskie. W sumie wszystkie, byle nie anglosaskie.
Ja lubie 'Czerwone,Niebieske, Biale'
Katalog 10
'Dzien Swira'
Zanusiego
'Druge zycie Weroniki' i cala mase innych np.'Popioly'

Z amerykanskich
'Gdzie jest jest Bobby Fisher'
'Chlodnym okiem'
'Znikajacy punkt'
'Niegodne nas – za sprawy błahe
(Drobnych utrapień lichy towar)
Płacić rozpaczą, gniewem, strachem,
Zużywać w kłótniach cenne słowa'
Odpowiedz
#48
Elzbieta napisał(a):Druge zycie Weroniki
Naprawdę jest taki film? Czy masz na myśli Podwójne życie Weroniki?
Elzbieta napisał(a):tymbardziej, ze tylko JK wiedzial jak to odczuwal - nawet jesli w wywiadach publicznie na ten temat mowil. Nie dowiemy sie nigdy jak to odbieral i jak to sie Mu z roznymi innymi obrazami kojarzylo
Z tego co wiem nie wszystkie obrazy, jakie go zainspirowały, widział na żywo...
Odpowiedz
#49
Edyta napisał(a):Czy masz na myśli Podwójne życie Weroniki?

Chyba pomyliam - pewnie 'podwojne...'
'Niegodne nas – za sprawy błahe
(Drobnych utrapień lichy towar)
Płacić rozpaczą, gniewem, strachem,
Zużywać w kłótniach cenne słowa'
Odpowiedz
#50
Markowa <!-- s:) --><img src=\{SMILIES_PATH}/smile.gif\" alt=\":)\" title=\"\" /><!-- s:) --> napisał(a):"Dzień świra" jest dla mnie nie do przyjęcia
Jest to dla mnie niepojęte!
Odpowiedz
#51
Panie toż to Szopen !!
Odpowiedz
#52
Jakżeż go nie słuchać !!
Odpowiedz
#53
Edyta napisał(a):Mówiąc o reprodukcji Bitwy pod Grunwaldem sprowadzasz moją tezę do absurdu.
Alez nie! Przez przyklad jasrawy, skrajny, chce pokazac o co mi chodzi.
Edyta napisał(a):Sugerujesz, że na reprodukcji jest mniej szczegółów? W jaki sposób?
Reprodukcja sama w sobie jest wykonana z pewnej - że tak się, Edytko, wyrażę słowem Ci miłym - optyki, z pewnego dystansu, odległości. Ten dystans jest narzucony przez wyonującego reprodukcję. Widz może co najwyżej modyfikować swoją optykę na reprodukcję, ale nie może np. obejrzeć malowidła tak blisko, aby dostrzeć poszczególne pociągnięcia pędzla (chyba, ze mu się udostępni zbliżenie jakiegoś fragmentu) . A zbliżenia (czy też lepiej powiedzieć: zbliżenie się), to element recepcji wybitnie ważny - jak powiedziałem - w przypadku niektórych rodzajów malarstwa.
Oczywiście albumy pokazują pewne detale, ale wybór tych detali już jest narzucony przez twórce albumu. Nie da się na reprodukcji zobaczyć wszystkich szczegółów, które intersują widza.
Przykładowo, oglądałem swego czasu w pewnym muzeum obrazy animalistów. I dzięki temu, ze oglądałem oryginały (wcale nie wielkoformatowe) mogłem dostrzec np. w jaki sposób są na tych obrazach malowane pióra ptasie, zwłaszcza miękkie pióra okrywowe. Takich detali nie mogłem zobaczyć na żadnej reprodukcji. Pomijam już, ze w ogóle animalistów ciężko jest obejrzeć w krajowych wydawnictwach. Lepiej trochę jest na zachodzie, ale też nie rewelacyjnie.
Inny przykład: istnieje w sztuce kierunek o nazwie hiperrealizm, albo fotorealizm. Malarze w ramach tego kiedunku próbują oddać rzeczywistość z jak największą precyzją, prawie fotograficznie. I teraz, oglądając reprodukcje można odnieść wrażenie, ze faktycznie ogląda się genialne podobizny, prawie zdjęcia. PRzyglądając się "żywym" obrazom już się takiego wrażenia nie ma. Widać wyraźnie, że to malartwo. Można powiedzieć, że wprzypadku fotorealizmu, reprodukcja poprawia efekt, czyniąc go bardziej zgodnym z zamierzeniem artysty. Poprawia, ale i przekłamuje prawdę o obrazie.
Edyta napisał(a):Pawle, załóżmy, że mowa o dobrych albumach, nie jakichś dodatkach do gazety.
A co to zaczy "dobry album"? Ja widziałem wiele reprodukcji jednego obrazu i mało kiedy są one, pod kątem kolorystyki takie same, jak oryginał. Istnieją przekłamania nawet w dobrych (czytaj: uznanych wydawców) albumach.
Edyta napisał(a):A jeśli chodzi o matowość - to nie mam pojęcia, o czym piszesz.
Piszę o soczystości barw, która to soczystość widoczna jest tylko w "realu"
Edyta napisał(a):Sugerujesz, że na reprodukcji jest mniej szczegółów?
Z reguły widać mniej szczegółów. Nawet jeśli pewne szczegoły album pokazuje osobno, na osobnych ilustracjach. Ale to jest wybór. Mniejsza ilośc widocznych szczegółów wynika choćby z faktu, ze najczęściej (oczywiście nie zawsze) mamy obrazy pokazane w zmniejszonej skali.
[b][color=#000080]Warszawskie bubki, żygolaki
Z szajka wytwornych pind na kupę,
I ty, co mieszkasz dziś w pałacu,
A srać chodziłeś pod chałupę,
Ty, wypasiony na Ikacu -
całujcie mnie wszyscy w dupę.[/color][/b]
Odpowiedz
#54
Zgadzam się Pawle, żu u takiego np. van Gogha sposób nakładania farby to najciekawsza rzecz, na jakiej można zawieścić oko. Ale w przypadku Vermeera to jest nieważne, a gdyby było ważne, to te obrazy nie prezentowano by zza szybki.
Skoro stawiasz pytania "co to znaczy dobry album" to dla mnie znak, że nie chce Ci się poważnie gadać. W takim razie pozostaje życzyć nam, abyśmy stanęli kiedyś przed obrazem Vermeera czy Bruegla z fajnym albumem. Może wtedy rozmowa będzie bardziej rzeczowa. Pozdrawiam!
Odpowiedz
#55
Edyta napisał(a):to te obrazy nie prezentowano by zza szybki.
No, ja widziałem trzy obrazy Veremeera - żaden nie był prezentowany zza szybki. W jednym z muzeów można było nawet obrazy Vereera fotografować.
Edyta napisał(a):Skoro stawiasz pytania "co to znaczy dobry album" to dla mnie znak, że nie chce Ci się poważnie gadać.
Edyto, jeśli ja w tej dyskusji jestem niepoważny to chyba nie rozumiem, jak Ty pojmujesz powagę. Wydawało mi się, że na ten neutralny temat możemy porozmawiać spokojnie i powaznie. I jestem w moim odczuciu poważny. Moje pytanie o album też było powazne i nawet jakos tam starałem się uściślić to pojęcie - którego Ty używałaś.
No, ale dobrze, niech będzie, że nie chce mi się gadać.
Juz pomijam, ze odpisałem Ci na chyba większośc Twoih uwag. Napisałem Ci o wymuszonym w reprodukcji dystansie do obrazu, którego obejść nie sposób. Napisałem Ci o ważnych detalach, których reprodukcje nie pokazują, napisałem Ci tym, ze nie tylko u Van Gogha można szukać detali ważnych dla zrozumienia dzieła. O tym wszystkim Ci napisałem, ale jakos reakcji z Twojej strony nie ma. Więc może nie wmawiaj mi, ze to mnie nie zależy na poważnej dyskusji.
Edyta napisał(a):Może wtedy rozmowa będzie bardziej rzeczowa.
Edyto rozbijasz mnie! Jeśli to, co pisałem Ci o animalistach, o fotorealizmie, o Van Goghu jest nierzeczowe to,...po porstu wybacz, ale nie mam słów.
Edyta napisał(a):Zgadzam się Pawle, żu u takiego np. van Gogha sposób nakładania farby to najciekawsza rzecz, na jakiej można zawieścić oko.
I jeszcze jedno: nie wmawiaj, ze powiedziałem coś, czego nie powiedziałe. Nie powiedziałem bowiem, ze u Van Gogha sposób nakładania farby to najciekawsza rzecz, na której można zwieścić oko. Napisałem, ze jest to rzecz kapitalnie ważna dla odbioru obrazu, ale nie napisałem, ze to jest rzecz najciekawsza w jego malarstwie.
[b][color=#000080]Warszawskie bubki, żygolaki
Z szajka wytwornych pind na kupę,
I ty, co mieszkasz dziś w pałacu,
A srać chodziłeś pod chałupę,
Ty, wypasiony na Ikacu -
całujcie mnie wszyscy w dupę.[/color][/b]
Odpowiedz
#56
Paweł Konopacki napisał(a):I jeszcze jedno: nie wmawiaj, ze powiedziałem coś, czego nie powiedziałe.
Nie wmawiam, po prostu bawi mnie nasza różnica poglądów. Jeśli zabrakło tej żółtej mordki - przepraszam.
Paweł Konopacki napisał(a):O tym wszystkim Ci napisałem, ale jakos reakcji z Twojej strony nie ma. Więc może nie wmawiaj mi, ze to mnie nie zależy na poważnej dyskusji.
No moment, odpisuję Ci na wszystko z czym się zgadzam lub nie zgadzam. Jeśli nie mam zdania albo nie chce mi się sprawdzić to się nie wypowiadam - wszystko chyba gra? Albo poproś wprost jeśli coś przegapiłam. Pawle, jeśli nie wypowiadam się na temat reprodukcji Bitwy pod Grunwaldem lub oglądaniu taśmy to tylko z szacunku do Ciebie i dlatego, że chcę rozmawiać z Tobą miło.
Widzisz, ja nie rozumiem, co to jest "wymuszony dystans do obrazu". Jeśli chcesz mi wyjaśnić - bardzo proszę.
Natomiast jeśli chodzi o detale obrazu to jesteśmy kwita, ja napisałam - reprodukcja pokazuje wszyztko a nawet więcej a Ty - reprodukcja pokazuje mniej i to na osobnej stronie. Zgodzisz się, że nie ma tu co komentować? Dlatego nieprawdą jest, że nie odniosłam się do tego co napisałeś. Odniosłam się a poza tym sama poruszyłam tę kwestię.
Paweł Konopacki napisał(a):Edyto rozbijasz mnie! Jeśli to, co pisałem Ci o animalistach, o fotorealizmie, o Van Goghu jest nierzeczowe to,...po porstu wybacz, ale nie mam słów.
Pawle. Źle się wyraziłam. Chodziło mi o to, że widocznie tylko w taki sposób możemy dojść do jakichś wniosków.
I jeszcze jedno. Ja trzymam się tych dwóch malarzy a Ty mówisz ogólnie o malarstwie. I też dlatego nie możemy się dogadać.
Pozdrawiam!
Odpowiedz
#57
Edyta napisał(a):No moment, odpisuję Ci na wszystko z czym się zgadzam lub nie zgadzam. Jeśli nie mam zdania albo nie chce mi się sprawdzić to się nie wypowiadam - wszystko chyba gra?
Biorąc pod uwagę Twoją odpowiedź na mój przedostatni post to - wybacz - w niczym się nie wypowiedziałaś odnośnie tego, co napisałem (poza Van Goghiem - ironicznie). Ale ok, uznaję, ze nie masz zdania, albo nie chce Ci sprawdzać. Tylko, jesli nie chce Ci się sprawdzać, albo zdania nie masz to nie pisz chociaż, że oczekujesz poważnej dyskusji. Bo dyskusja poważna nie uwzględnia takieje postawy, jak "nie mam zdania" albo "nie chce mi się"
Edyta napisał(a):Widzisz, ja nie rozumiem, co to jest "wymuszony dystans do obrazu". Jeśli chcesz mi wyjaśnić - bardzo proszę.
Ale ja to wyjaśniłem. Szkoda, ze w poprzednim poście nie napisałaś, że nie rozumiesz tylko dopiero teraz. Powtórzę zatem: reprodukcja sama w sobie jest wykonana z pewnej - że tak się, Edytko, wyrażę słowem Ci miłym - optyki, z pewnego dystansu, odległości. Ten dystans jest narzucony przez wyonującego reprodukcję
Inaczej mówiąc: wykonujący reprodukcję staje w jakiejś odległości od dzieła. Z tej odległości, z tej - co za tym idzie - perspektywy reprodukcję wykonuje. Jakby to tu inaczej powiedzieć. No może tak: masz drzewo. Żeby całe zmieściło sie w kadrze musisz je sfotografować, powiedzmy z odległości pięciu metrów. I za Chiny Ludowe oglądający Twoje zdjęcie nie przeszkoczy tego, ze ogląda fotografię drzewa zrobioną z odległości pięciu metrów. Za Chiny nie obejrzy na tym zdjęciu kory drzewa z odległości 20 cm. Po porstu nie da rady. Musi przyjąć tą perspektywę, jaką narzuca mu wykonane przez Ciebie zdjęcie, rozumiesz? Tak samo jest z reprodukcją obrazu. Ona siłą rzeczy pokazuje obraz w zazwyczaj zmniejszonej skali oraz z pewnej odległości - tak aby można było obejrzeć całość.
Edyta napisał(a):reprodukcja pokazuje wszyztko a nawet więcej
No własnie nie. Z racji tego, ze zazyczaj reprodukcja wykonana jest z dystansu i w zmniejszonej skali - wszystkiego nie pokaże. Podałem Ci tez przykład "Ambasadorów" - obrazu, w którym zastosowana jest anamorfoza (plama, która, oglądana pod pewnym kątem ukazuje ludzką czaszkę). Widziałem wiele reprodukcji "Ambasadorów" i żadna z nich tak ewidentnnie, tak pięknie i kształtnie tej czaszki nie pokazuje.
Edyta napisał(a):Ja trzymam się tych dwóch malarzy a Ty mówisz ogólnie o malarstwie.
Cóż, wydawało mi się, że gdy pisałaś:
Edyta napisał(a):Chodzi tylko o to, czy rzeczywiście spotkanie z prawdziwym obrazem jest tak ważne.
to pytasz ogólnie a nie w odniesieniu tylko do dwóch malarzy.

[ Dodano: 10 Czerwiec 2007, 22:13 ]
Edyta napisał(a):Pawle, jeśli nie wypowiadam się na temat reprodukcji Bitwy pod Grunwaldem lub oglądaniu taśmy to tylko z szacunku do Ciebie i dlatego, że chcę rozmawiać z Tobą miło.
Po pierwsze, wypowiedziałaś się na ten temat, pisząc, ze sprowadzam sprawe do absurdu podając przykład "Bitwy". Po drugie wypowiedziałaś się na ten temat stawiając Kraśnemu piwko - niestety dośc pochopnie je postawiłaś.
Używając okreslenie cytowanego przez Krasnego, oglądanie obrazów jest właśnie studium przedmiotu. I dlatego chocby reprodukcja nigdy nie da tego, co może dac zetknięcie z oryginałem.
[b][color=#000080]Warszawskie bubki, żygolaki
Z szajka wytwornych pind na kupę,
I ty, co mieszkasz dziś w pałacu,
A srać chodziłeś pod chałupę,
Ty, wypasiony na Ikacu -
całujcie mnie wszyscy w dupę.[/color][/b]
Odpowiedz
#58
Paweł Konopacki napisał(a):Wolę filmy kameralne, oszczędne.
Zapomnialam dodac 'Prognoze Pogody' A jesli oszczedne to jednak Bergman.

Mamy taki przekladaniec - kino, muzeum Wink
'Niegodne nas – za sprawy błahe
(Drobnych utrapień lichy towar)
Płacić rozpaczą, gniewem, strachem,
Zużywać w kłótniach cenne słowa'
Odpowiedz
#59
Wyższość oryginału nad reprodukcją nie podlega właściwie dyskusji. Dzieje sie tak z dwóch zasadniczych powodów, po pierwsze, przy każdym odwzorowywaniu nikną pewne (mniej lub bardziej istotne) szczegóły, po drugie, obcowanie z kopią jest zapośredniczone, całkowicie wyprane z wyrafinowanego podtekstu jakim jest poczucie kontaktu z tym samym fizycznie przedmiotem, z którym obcował twórca.

Jednakże nie należy zapominać o praksis, która lubi narzucać toporny kaganiec na takie górnolotne rozważania - reprodukcjami można z reguły cieszyć się dłużej, w swobodniejszych oraz dogodniejszych warunkach.
Odpowiedz
#60
Krasny napisał(a):Jednakże nie należy zapominać o praksis, która lubi narzucać toporny kaganiec na takie górnolotne rozważania - reprodukcjami można z reguły cieszyć się dłużej, w swobodniejszych oraz dogodniejszych warunkach.
Na pewno dłużej ale niekoniecznie w lepszych warunkach: z muzeum jest, a przynajmniej może być podobnie jak z kinem, idąc do niego możemy naprawdę skupić się na oglądaniu dzieła, co nieraz bywa trudne w domowym "zaciszu". Tak naprawdę najswobodniej ogląda się dzieła sztuki w muzeum bo tam nikt nie może mieć o to do nas pretensji, chyba że ktoś zwykł oddawać się tej czynności w jakiś szczególny sposób. Ale oczywiście zgadzam się że nad wyższością oryginału nie trzeba dyskutować, po prostu za dużo jest w nas Platona żebyśmy mieli uznawać wyższość kopi nad ideą Wink
pozdrawiam
"W tym bajorze, co z naszych czasów pozostanie
Lękam się, że po władzę sięgną chrześcijanie..."
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości