Ocena wątku:
  • 0 głosów - średnia: 0
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Jak to się zaczęło...?
#31
Z twórczością Jacka spotkałam się mając 16 lat, to był 2001 rok, na rajdzie harcerskim -pamiętam, że często śpiewano Sarmatię, po powrocie do domu pożyczylam jedną płytę, drugą...jestem do tej pory zafascynowana Big Grin
żyjemy! dobra nasza!
Odpowiedz
#32
Asia napisał(a):Żałuje, że nie znałam muzyki Mistrza szubciej i że nie byłam na żadnym Jego koncercie Sad
A ja żałuję, że już na żadnym nigdy nie będę ... Sad Sad( ;(
"Wszyscyśmy z płócien
Rembrandta:
To tylko kwestia
Światła ; "
Odpowiedz
#33
Przemek napisał(a):A ja żałuję, że już na żadnym nigdy nie będę ...
Również.
Żałuję też, że na kilka koncertów nie poszedłem, a mogłem. Nie poszedłem przez lenistwo, pogodę czy jeszcze kilka innych nieistotnych powodów. Wtedy jednak wiedziałem, że jak nie pójdę "teraz" trzeci czy czwarty raz na WPzK, Pochwałę łotrostwa czy Stajenkę, to przecież nic wielkiego sie nie stanie, bo pewnie za kilka tygodni czy miesięcy, Jacka znów będę miał okazję usłyszeć podczas któregoś z wielu koncertów...
Niestety, i tym razem potwierdziły się słowa Agnieszki Osieckiej, która mawiała: "nigdy nie zostawiaj niczego na później, bo może się tak zdarzyć, że nie będzie już tego później". Prosta, wręcz banalna, ale jakże prawdziwa i często niedoceniana życiowa prawda...
Tam - Apokalipsa,
Nieuchronny kres.
Tu - nie grozi nic nam,
Tu - niezmiennie jest...
Odpowiedz
#34
Ja także strasznie żałuję, że na żadnym koncercie już nie będę... ale dziękuję Bogu, czy komu tam trzeba, że miałam szczęście być na tych, na których byłam! Przynajmniej mam jakieś wspomnienia... A że chciałoby się więcej, wiadomo... Smile

Np. na Piwnicy Pod Baranami za życia Piotra Skrzyneckiego nie udało mi się być i bardzo żałuję...
"Radio to cudowny wynalazek! Jeden ruch ręki i ... nic nie słychać." :)
Odpowiedz
#35
Zazdroszcze wam, że byliście na koncertach...ja nie mam żadnych wspomnień, moge sobie tylko wyobrażać jak to wyglądało Sad
Odpowiedz
#36
Jego koncerty były tak niesamowite, że trudno mi to opisać. Chodziłem na występy Jacka jako kilkunastoletni chłopak, więc jeszcze silniej je przeżywałem. Każdy koncert był dla mnie autentycznym katharsis, ale pierwszy to było objawienie. Jeszcze przez parę dni i nocy śnił mi się ten koncert, nie mogłem słuchać płyt Kaczmarskiego, tylko myślałem o tym koncercie.
[b][i][size=75]ukončite prosím výstup a nástup, dveře se zavírají[/b][/i][/size]
Odpowiedz
#37
strasznie żałuje że nie zdążyłam na ani jeden jego koncert.

pierwszą piosenką Kaczmarskiego jaką usłyszałam były Mury w wykonaniu mojej kuzynki Smile
ona nie była zachwycona, bo śpiewali to na chórze obowiązkowo, mnie natomiast strasznie się spodobało. miałam 11 lat i ta piosenka prześladowała mnie długo.
w mojej rodzinie nikt jednak nie interesował się Kaczmarskim, internetu nie miałam, w telewizji nie trafiłam na żadne informacje na jego temat.
i tak żyłam w błogiej nieświadomości (poniekąd zapominając wśród różnych spajsgirlsów i britnejek o tym wydarzeniu).
o moim odczuciu po usłyszeniu Murów, przypomniałam sobie gdy kiedy umarł i można było o nim usłyszeć wszędzie.
dołączyłam wtedy do grona fanów, choć jak zwykle do żadnego ich środowiska nie pasuje Tongue.
W tej chwili Mury nie należą do moich ulubionych piosenek, ale sentyment mam do nich niezwykły Smile
Odpowiedz
#38
Ja pierwszy raz byłam na koncercie JK mając niecałe 10 lat... Pamiętam jak stanęłam przed nim przed stolikiem i zamarłam... Nieopisane przeżycie takie stanięcie twarzą w twarz... Rany jak ja się cieszę Smile ...i smucę za razem...
"Radio to cudowny wynalazek! Jeden ruch ręki i ... nic nie słychać." :)
Odpowiedz
#39
Hmm, ja się cieszę, że kilka razy mogłem na koncert JK się wybrać, ale ze zdziwieniem czytam niektóre wpisy o tym, jakie to niesamowite wrażenie te koncerty robiły. Facet z gitarą śpiewał ciekawe piosenki, podobało mi się, natomiast orgazmu nie miałem. Cóż, jak widać każdy przeżywa sztukę indywidualnie.
Odpowiedz
#40
A kto tu mówi o przeżywaniu orgazmu? Weź jeszcze poprawkę, że miałem kilkanaście lat, czyli to wszystko mocniej przeżywałem. Poza tym zawsze byłem wrażliwym chłopcem.
[b][i][size=75]ukončite prosím výstup a nástup, dveře se zavírají[/b][/i][/size]
Odpowiedz
#41
Bo traktowałeś to tylko jako koncert faceta z gitarą śpiewającego fajne piosenki... Dla mnie to było przeżycie prawie mistyczne...
"Wszyscyśmy z płócien
Rembrandta:
To tylko kwestia
Światła ; "
Odpowiedz
#42
Jaśko napisał(a):Hmm, ja się cieszę, że kilka razy mogłem na koncert JK się wybrać, ale ze zdziwieniem czytam niektóre wpisy o tym, jakie to niesamowite wrażenie te koncerty robiły.
Z tego wniosek, że Jacek nie był/nie jest dla Ciebie okularami na pewien rodzaj wrażliwości. No trudno, pewnie da się z tym żyć.
Odpowiedz
#43
Jaśko napisał(a):ze zdziwieniem czytam niektóre wpisy o tym, jakie to niesamowite wrażenie te koncerty robiły
Widocznie, nie byłeś Marku na MwMR, WPzK czy Sarmatii. O Stajence i innych nie wspominając. Wink
A tak serio - dla mnie, były to nieprawdopodobne przeżycia, których nigdy nie zapomnę, i których tak bardzo wciąż mi brakuje...
Może to zabrzmi naiwnie, patetycznie i nazbyt sentymentalnie, ale kiedy siedzę w teatrze, wyobrażam sobie, że po podniesieniu kurtyny, zobaczę tego faceta w czarnej koszuli, w kamizelce i w okularach i usłyszę nieśmiertelne: "dobry wieczór Państwu, dobry wieczór Wam wszystkim..."
Tam - Apokalipsa,
Nieuchronny kres.
Tu - nie grozi nic nam,
Tu - niezmiennie jest...
Odpowiedz
#44
Luter napisał(a):Z tego wniosek, że Jacek nie był/nie jest dla Ciebie okularami na pewien rodzaj wrażliwości.
Być może, choć nie wiem, jaki rodzaj wrażliwości masz na myśli. Rozumiem, że nie chodzi Ci o treść przekazu, bo jest ona taka sama w toruńskim Dworze Artusa, w krakowskim Żaczku (?) jak i w zaciszu domowego ogniska.
Odpowiedz
#45
Jaśko napisał(a):Być może, choć nie wiem, jaki rodzaj wrażliwości masz na myśli. Rozumiem, że nie chodzi Ci o treść przekazu, bo jest ona taka sama w toruńskim Dworze Artusa, w krakowskim Żaczku (?) jak i w zaciszu domowego ogniska.
Wiesz, aby obejrzeć prace Vermeera, Durera czy Leonarda, także nie musisz jechać specjalnie do Luwru. W sieci jest całkiem sporo fotek. Big Grin
Tam - Apokalipsa,
Nieuchronny kres.
Tu - nie grozi nic nam,
Tu - niezmiennie jest...
Odpowiedz
#46
Kuba Mędrzycki napisał(a):dla mnie, były to nieprawdopodobne przeżycia, których nigdy nie zapomnę, i których tak bardzo wciąż mi brakuje...
W Lund mezczyzni na domowych koncertach JK plakali i do dzis nie wstyd im tych lez. Przychodzil chlopak (bo tak wtedy wygladal) z gitara i wszystko sie zmienialo gdy tylko zaczal grac, rosl z tym swoim fenomenalnym glosem. I nie dalo sie byc obojetnym. Ogladanie tego na jakimkolwiek DVD nie jest tym samym, bo jeszcze dochodzil fakt, ze sluchalo sie, ze bylo sie razem. Z obrazami -jak dal mnie- jest troche inaczej - niektore moge ogladac w albumach, inne musze w galerii. Niebawem bede na koncercie Dylana i bede stac dwie godziny ( bo miejsc siedzacych tym razem nie ma) i to na prawde nie bedzie to samo co sluchanie go w domu. Bede tez na wystawie p. Anrzeja Ploskiego ( tego od rycin do 'Zodiaku').I jeszcze bardziej robi sie zal, ze moge isc na koncert Boba, na wystawe p.Ploskiego, a na koncert Jacka juz nie
'Niegodne nas – za sprawy błahe
(Drobnych utrapień lichy towar)
Płacić rozpaczą, gniewem, strachem,
Zużywać w kłótniach cenne słowa'
Odpowiedz
#47
Kuba Mędrzycki napisał(a):Wiesz, aby obejrzeć prace Vermeera, Durera czy Leonarda, także nie musisz jechać specjalnie do Luwru. W sieci jest całkiem sporo fotek. Big Grin
To prawda. A czy Ty widzisz na tych obrazach co innego, niż to co widać na reprodukcjach (dobrze zrobionych, w szczególności niepoprzycinanych)?
Ja nie pisałem przecież, że słuchanie JK w domu i na koncercie to takie samo przeżycie. Napisałem:
Jaśko napisał(a):Rozumiem, że nie chodzi Ci o treść przekazu, bo jest ona taka sama w toruńskim Dworze Artusa, w krakowskim Żaczku (?) jak i w zaciszu domowego ogniska.
Odpowiedz
#48
Jaśko napisał(a):Ja nie pisałem przecież, że słuchanie JK w domu i na koncercie to takie samo przeżycie.
No dobrze, Marku - dajmy spokój tym przepychankom. Każdy z nas ma prawo do różnych odczuć. Nie ma sensu teraz się nawzajem przekonywać, bo i tak każdy wie swoje. Wink
A tak zupełnie obiektywnie - ja też nie twierdzę, że ze wszystkich kilkudziesięciu koncertów Jacka, które miałem przyjemność oglądać, każdy był tak samo rewelacyjny. Oczywiście, że zdarzały się słabsze występy. To zrozumiałe.
Tam - Apokalipsa,
Nieuchronny kres.
Tu - nie grozi nic nam,
Tu - niezmiennie jest...
Odpowiedz
#49
to i ja powiem jak to ze mną było... a Kaczmara poznałem przez... szanty
zdaje się, że w 7 klasie SP kumpel miał większy zbiór kaset z szantami niż ja, więc systematycznie je sobie pożyczałem i przegrywałem (ilu tu jest piratów na tym forum ^^ ) i na którejś z kaset miał on z jednej strony jakieś szanty a z drugiej "Ballada Wrześniowa" "Katyń" "Barykada" "Czołg" "Jałta" "Opowieść pewnego emigranta"... a były to czasy kiedy byłem fanem planszowych gier strategicznych i historii II wojny, więc padło na podatny grunt. I się zaczęło...
A w LO miałem jeszcze więcej szczęścia, bo trafiłem na $imona, który był moim wychowawcą. I się zaczęło na dobre...
A byłem na 3 koncertach Mistrza; największy na jakim byłem był 31 sierpnia 2000 na Rynku we Wro z okazji 20 lecia Solidarności... ehhh.. tłum na cały Rynek, ale dopchałem się pod scenę Smile
Odpowiedz
#50
Twórczość Jacka poznałem od razu na żywo. Przechodziłem koło szczecińskiego klubu Kubuś. Spytałem znajomego "bramkarza", co jest dziś grane. "A tacy jedni, podobno nieźli". Na koncercie osób było ... kilkanaście. Wyszedłem oszołomiony, później nie opuściłem żadnego spektaklu z tego tourne po szczecińskich studenckich klubach i ciągałem na koncerty znajomych. Poza klubem Wyższej Szkoły Morskiej, frekwencja była kilkunastoosobowa. O moim "odkryciu" opowiedziałem koleżance z Wrocka. I okazało się, że prawie cała studencka Polska wali na to hurmem, a ona sama niedawno słuchała siedząc po znajomości ... pod fortepianem Łapinskiego, bo miejsc na sali zabrakło.
Działo to się Roku Pańskiego 1979 lub 1980, a były to "Mury"-nota bene Gintrowski też mi się spodobał, ale przede wszystkim Jacek, także i za to, że własne teksty śpiewał. Później odkryłem, że Jackowe teksty, nawet jak się jeszcze ich śpiewanych nie słyszało, też poruszają duszę.To jest dla mnie dowód, że Jacek nie tylko Bardem, ale i Poetą był.
rybacy.org/
Odpowiedz
#51
Pewnego dnia AD 1990 moja starsza siostra powiedziała: "Szykuj magnetofon, będziemy nagrywać Kaczmarskiego." W ogóle nie wiedziałem, o co chodzi, ale faktycznie przygotowaliśmy kasety i nagrywaliśmy z telewizora jakiś transmitowany wtedy koncert. Samej relacji już nie pamiętam, ale taśmy były odsłuchiwane potem dość obficie. Było tam "Bajka o Głupim Jasiu", "Tradycja", "Ballada wrześniowa" etc. Chyba nawet gdzieś jeszcze tam tą kasetę... Potem oczywiście czyhało się na jakieś audycje w radiu czy TV. I oczywiście nagrywało. Tak najprościej. Telewizor grał w miarę głośno, a magnetofon nagrywał z wbudowanego mikrofonu. No i trzeba było ograniczyć rozmowy przy oglądaniu (wiadomo).

Wkrótce potem usłyszałem "Mury". Bardzo mi się podobały, tak że ktoś w końcu kupił mi kasetę pod tym tytułem. Była ona tak paskudnie nagrana, że tylko tytułową piosenkę dało się słuchać, więc słuchałem jej w kółko...
W ogóle do tej pory, wspominając tamtą taśmę, pamiętam jak słyszałem przebijający się głos: "Ktoś mi tutaj może powie, że już charczę / Że już nie rozróżnia poszczególnych słów". Faktycznie, wśród trzasku i chrobotu tylko powyższe można było zrozumieć...

Mniej więcej wtedy zaczęła się moja przygoda z gitarą. Ale nie grałem Jacka. Oficjalnych śpiewników jeszcze nie było (przynajmniej nie wiedziałem), znajomi też jakichś rozpisek z chwytami nie mieli, ze słuchu - za wysokie progi. Brzdękoliłem co inne...

Kiedy minął rok (z okładem) postawiliśmy sprawę jasno: jak Jacek będzie grał w Krakowie, to idziemy na koncert. I poszliśmy. To były "Mury w Muzeum Raju". Dla mnie też ważne było to, że w przerwie można było kupić śpiewniki. Były to te pomatonowskie wydania, może pamiętacie. A ja wreszcie mogłem ambitniej podejść do instrumentu...
Pietrek_C
Odpowiedz
#52
Już gdzieś pisałam ale nie pamiętam gdzie Big Grin
Ciężko mi nawet powiedzieć jak to się zaczęło. Jacek był "obecny" u mnie w domu od zawsze. Odkąd pamiętam leciały płyty winylowe, potem kasety. Tata często brał do ręki gitarę i śpiewał utwory Jacka (robi to zresztą do dziś, ku mojej radości Wink )
Gdy byłam trochę starsza sama zaczęłam sięgać po kasety. Potem doszło zainteresowanie samym Jackiem jako człowiekiem, jako artystą.
Nikt z moich znajomych niestety nie podzielał tej pasji Sad Wtedy słuchało się Kelly Family i Spice Girls, więc ze swoją miłością do Jacka nie wpisywałam się w kanon. Właściwie mi to nie przeszkadzało, ale myślałam, że fajnie by było posłuchać z kimś. Miałam 15 lat. Wtedy też poznałam mojego późniejszego najlepszego przyjaciela a obecnie drugą połowę :Smile
Trudno mi nawet opisać jak się ucieszyłam gdy w jego samochodzie z kaseciaka popłynęła ta muzyka, którą tak dobrze znałam. :wzruszony:
To nad czym ubolewam to , że nigdy nie miałam sposobności zobaczyć Mistrza na żywo oraz, że nie mogę uczcić swojej miłości do Kaczmarskiego porządnym wykonaniem jakiejkolwiek jego piosenki, bo jak również gdzieś już pisałam słoń mi na ucho nadepnął (i to chyba ze zdwojoną siłą :wstyd: )
Uczyłam się nawet grać na gitarze, ale z w.w. powodu nauka hmm...poszła w las Sad(
We własnej świadomości posiadam 1 stopień wtajemniczenia muzycznego- jak grają to słyszę :rotfl: no i podziwiam
A bez "Wojny postu z karnawałem" to do samochodu nawet nie wsiadam.
Pozdrawiam
P.S. Fajny temat, budzi dużo wspomnień, powrót ad fontesSmile
Odpowiedz
#53
U mnie też ciekawie zaczęła się historia z Kaczmarskim. Pamiętam jak byłem malutki z ciekawości przesłuchiwałem stare, przegrywane kasety moich rodziców. Doskonale wpadła mi w pamięć pieśń "Żeby Polska była Polską" J. Pietrzaka oraz inne patriotyczne piosenki, których nie przypomnę sobie ponieważ mój magnetofon wciął taśmę z kasety...
W gimnazjum bodajże zacząłem intensywnie interesować się historią, zwłaszcza czasami współczesnymi, gdyż skłaniały mnie do tego długie ale ciekawe polityczne wywody pomiędzy moim ojcem, który był w opozycji i dziadkiem, który był w PZPR-ze.
Próbując poszerzyć sobie wiedzę historyczną z pasją czytałem hasło po haśle z encyklopedii z 1969 roku i dziwiło mnie to, że nie ma tam takich haseł jak "Katyń" czy "Fieldorf A.E". Wtedy już wiedziałem, że jest coś nie tak i zagłębiając się coraz głębiej w dzieje narodu dotarłem do Kaczmarskiego, "jakiegoś tam śpiewaka"-tak ongiś myślałem...
Później potoczyło się wszystko bardzo szybko, "Mury", "Obława", "Źródło" i piosenki inspirowane historią, słuchane przeze mnie non-stop, bo to one mówiły tę prawdę...
Odpowiedz
#54
Grubas napisał(a):wywody pomiędzy moim ojcem, który był w opozycji i dziadkiem, który był w PZPR-ze.
o kurczę Smile toś w domu miał ciekawie Smile mocno się kłócili ??
Odpowiedz
#55
stepniarz napisał(a):o kurczę Smile toś w domu miał ciekawie Smile mocno się kłócili ??
Może to nie były typowe kłótnie ale spory o idee i wartości oraz o to jaki typ władzy ma więcej do zaoferowania jednostce, czy ogółowi społeczeństwa. Właśnie z takich sporów często młodsze pokolenie wyciąga wnioski, wypracowuje własne przekonania. Ja musiałem poznać wartości obu stron, stąd na mojej szafeczce czerwona książeczka, konstytucja PRL-u, manifest z 1848 stojące obok książek takich jak "Powstanie `44" czy "Fatalne jaja" Bułhakowa. Przepraszam za małe odejście od tematu Smile) .
Odpowiedz
#56
Grubas napisał(a):stąd na mojej szafeczce czerwona książeczka
Ja też mam czerwoną książeczkę. Nazywa się "Modlitewnik rodzinny".

Przepraszam za OT Smile)
[b][size=85]Dziś gra się słońcem football-match ogromny!
Bóg strzela gole - po ludzku, wspaniale!
Dziś skok na ziemię z nieba karkołomny,
Cesarskie cięcie i salto mortale![/size][/b]
Odpowiedz
#57
ja mam niebieską... katechizm kościoła katolickiego... śmieszne rzeczy piszą Wink
Odpowiedz
#58
Skoro temat wrócił, pozwólcie, że powielę jeden ze swoich starych postów...

1982 rok, jedno z trójmiejskich liceów. Za oknami patrole ZOMO, atmosfera jak na wulkanie. Akademię z okazji (już nawet nie pamiętam jakiej - czy to był 3 maja 1983 czy 11 listopada 1982) miała zorganizować grupa harcerzy z innej klasy (potem moi serdeczni przyjaciele). Zamiast dukanych wierszyków i nadętych melorecytacji, postawili na środku sceny w auli krzesło, a na nim posadzili chłopaka z gitarą. A ten zagrał po kolei "Rejtana", "Krajobraz po uczcie" i "Sen Katarzyny II". I zagrał rewelacyjnie... Agresywnie, z pasją, tak iż słowa docierały do nas jak uderzenia. Nagle poczuliśmy się częścią historii (choć brzmi to patetycznie, ale takie uczucia miałem wówczas nie tylko ja). Nienazwana rzeczywistość zaczęła się tłumaczyć piosenkami Jacka.
Zwykle przy podobnych "spędach" szkolnych duża część widzów nudziła się, gadała, wygłupiała itd. Tym razem było zupełnie inaczej. Cisza. Nauczyciele lekko spanikowani, ale przecież nie zdejmą gościa ze sceny w trakcie występu. Atmosfera była tak napięta, zgęstniała, że miałem wrażenie, że wystarczyłaby iskra, a doszłoby do eksplozji... Kiedy Jarek Kurski skończył (bo on to grał) ludzie domagali się więcej, w auli zawrzało jak w ulu, jednak "grono pedagogiczne" wietrząc kłopoty szybko spacyfikowało sytuację, wyganiając towarzystwo do klas.
Piosenki JK już wcześniej "obijały" mi się o uszy, ale nie miałem okazji ich lepiej posłuchać, a i szczaw byłem jeszcze. Dopiero ten koncert w auli trafił mnie tak, że do dziś jestem maniakiem twórczości Kaczmara...
Takie były moje początki.
Dopiszę tylko, że na dobre z twórczością JK zapoznałem się następnie w harcerstwie niezależnym do którego w czasie liceum, niedługo po w/w koncercie przystąpiłem.
pzdr - kangur
Ty, który słuchasz jak się słucha baśni
Albo wyblakły odczytujesz napis
Nie wierzysz... Uśmiech twoją twarz rozjaśnił
Bo tyś się dawno już z tej studni napił.
Odpowiedz
#59
może wyjdę na ignoranta, który średnio się zna na polityce. ale aż mnie korci pytanie: czy to brat niejakiego Jacka z obecnej nam miłościwie panującej koalicji ??
Odpowiedz
#60
co za ignorant
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości