Ocena wątku:
  • 0 głosów - średnia: 0
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Śmierć Jacka...
#31
tomekzemleduch napisał(a):Jkub, nie chodzi mi o to ze to wspaniale ze pseudofani biegaja po swiecie i jest to wspaniale, bo tak nie jest. Chodzi mi o to ze wy sie tym tak ekscytujecie, a szczegolnie Armagedaa.

czym ja sie niby ekscytuje? To, ze mnie to denerwuje znaczy ze juz jestem podniecony jak tylko mysle o takich ludziach?

tomekzemleduch napisał(a):Odmawiacie im prawa do istnienia i podawania sie za fanow JK. Jak juz mowilem on spiewal dla ludzi wiec rozni ludzie go sluchaja, niektorzy byc moze nie powinni tego robic bo to nie dla nich, ale pozwolmy im samym o tym decydowac. Jezeli chca wyznawac kult JK nie majac o nim pojecia ich sprawa, to w tym momencie swiadczy tylko i wylacznie o nich a Jacka to bynajmniej nie kala.

Owszem, odmawiam im prawa do kalania tego, co jest dla mnie wazne i podawania sie za kogos, kim sie nie jest. Zreszta, patrz dwa posty wyzej od twojego, Kazahd napisal dokladnie to, o co mi chodzi...

aha, i ArmageDDa a nie Armagedaa i jestem facetem - tak na przyszlosc dla wszystkich Wink
nie wiem, czy jestem, czy się odbywam
Odpowiedz
#32
Oni go nie kalaja! NIe sa w stanie. Pokazuja tylko swoja glupote i ignorancje, i nie rozumiem dlaczego ty nie wogole niemi przyjmujesz. Niech sie podaja za fanow kogo chca, czlowiek rozsadny od razu sie na nich pozna wiec, naprawde nie warto sie nimi przejmowac.
Odpowiedz
#33
Śek w tym że niekoniecznie pozna, bo jak mam odróżnieć w subkulturze hip-hopowej pozera od prawdziwego fana hip-hopu skoro na samych HH sie nie znam i znać nie chcę... W tej subkulturze przez jej popularność jest tyle pozerstwa ze w tej chwili jest to jedna z najgorszych subkultur. To prawdziwa parada pozerstwa i obłudy. To niszczy to srodowiko (jeśli juz go nie zniszczyło). Takie zachowanie jest szkodliwe, gdyz prawda jest taka ze osoba nie zorientowana w temacie nie odróżni trendo-maniaka od prawdziwego maniaka, mimo że różnice są znaczne.

Tak pozatym to sorry za pomyłkę... :oops:
Odpowiedz
#34
Mnie ta moda cieszy, bo część ludzi zostanie. Szkoda tylko jednego, że moda przyszła w takim czasie. A temat powoli zaczyna jałowić Wink
Odpowiedz
#35
Gdyby nagle zaczeli puszczać kaczmarskiego w MTV i VIVIE to za tydzień co drugi człowiek byłby "fanem" Kaczmarskiego. Z drugiej strony te ż racja w sumie tu nie ma juz dużo do gadania chyba ze rozmowa potoczy sie jakimś nowym torem.
Odpowiedz
#36
---------------
Odpowiedz
#37
Bardzo ładnie powiedziane ale jest pewien szkopuł bez 2+2=4 Całą wyższa matematyka by runeła, zaś gdyby usunac część tego poetyckiego 2+2 to wiele bysmy nie stracili...
Najpierw nasienie
kiełkuje, rośnie, pnie się do góry
----------
A gdy wychyli pierwsze listki z cienia - radość
Odpowiedz
#38
Mnie zastanawia tylko jedna rzecz... czemu ludzie, którzy wnoszą coś w historię świata tak szybko umierają??
Snaketail <- Wielki wielbiciel J.K.
Odpowiedz
#39
Ponieważ całą energię i pasję życia wkładają w tworzenie właśnie tej historii świata której przeciętny człowiek nie jest w stanie pojąć...
Odpowiedz
#40
Śmierć dotyka wszystkich bez wyjątku. Ci, którzy wnoszą coś w historię świata są bardziej zauważalni.
Odpowiedz
#41
Cytat:Śmierć dotyka wszystkich bez wyjątku. Ci, którzy wnoszą coś w historię świata są bardziej zauważalni.

Śmierć dotyka wszystkich, ale pewien poziom i kulturę artystyczną nie wszyscy mają jednakową. Ci którzy mają wyższą, aby utrzymać jej poziom wkładają w nią swoje serce, jedno serce natomiast nie może pompować krwi do wielu organizmów, stąd szybko jego praca ustaje. I dlatego wielcy artyści szybko umierają...
Odpowiedz
#42
Pięknie powiedziane, ale niestety moim zdaniem nie do końca prawdziwe... W przypadku śmierci samobójczych ludzi wielkich, można by jeszcze dyskutować nad poziomem ich wrażliwości, brakiem akceptacji dla okrucieństw i podłości tego świata.
Jednak większość tych wielkich, którzy odeszli ostatnio, w tym tacy ludzie jak Kaczmarski, Miłosz czy Niemen, odeszli naskutek chorób, chorób które nie patrzą na wielkość serca i szlachetność duszy.
Często nawet fakt, że, jak mówisz, serce pompuje krew dla wielu, powoduje, iż chory ma więcej sił do walki z chorobą, bo widzi w życiu sens i czuje się potrzebny.
Odpowiedz
#43
Tak, ale choroby biorą się z nadmiernego wysiłku, zauważ że normali, nie wysilający się ludzie wcale w tak młodym wieku nie chorują - serce za mocno się męczy, organizm słabnie, traci odporność i stąd choroby na które umierają wielcy... ::xmenprofx:: To moja teoria... Big Grin
Odpowiedz
#44
Dużą rolę odgrywa tu genetyka i inne oprócz wysiłku czynniki. A poza tym sam wysiłek również nie jest miernikiem wielkości człowieka, w żadnym wypadku nie. Tak rozumując doszlibyśmy do wniosku, że kamieniołomy są pełne ludzi wielkich. :wink:
Odpowiedz
#45
Ja przecież nie mówię o wysiłku fizycznym nadziejo, tylko o tym duchowo-umysłowym! Genetyka odgrywa jakąś rolę, ale nie zasadniczą. A co do kamieniołomów - skoro poruszyłaś ten temat - tam też pełno było ludzi wielkich, tylko nie mieli możliwości ujawnienia swojego talentu. Big Grin
Odpowiedz
#46
Tworzenie jest także nieprzeciętnym wysiłkiem fizycznym, nie tylko duchowo-umysłowym.

A swoją drogą nie pamiętam gdzie, ale przeczytałam ostatnio czym się różni dzieło genialne od zwykłego dzieła. Otóż dzieło genialne charakteryzuje się tym, że NIE MOGŁOBY NIE POWSTAĆ, było konieczne bez względu na ofiary.

A artysta jest tego typu ofiarą, cóż zrobić...
[size=75][i]Ciągle mam czarny palec od pisania
I w oczach ciągle coś na kształt płomyka
Poetycznego...stąd mię częsciej wita
Poetą - ten, co widzi, niż co czyta.[/i][/size]
Odpowiedz
#47
To jest bardzo ładnie powiedziane, ale nie wydaje mi się, żeby było prawdziwe. Choć urok tej myśli polega na tym, że trudno ją podważyć za pomocą logicznych argumentów.
Odpowiedz
#48
Ja się z tą myślą zgadzam, a krótkie życie większości geniuszów jej chyba dowodzi. Zauważ, że człowiek genialny (nie mówię o zdolnych czy utalentowanych) tworząc przestaje dbać o swój organizm...może nie jeść, bo po prostu o tym zapomina, to go nie interesuje, on żyje w innym świecie.
W przypadku Jacka dużą wagę miało to, co sam kiedyś powiedział - "będę śpiewał krótko, ale za to będę śpiewał tak jak zechcę". Tak właśnie robił, nieprawdaż?
W dodatku pojawiają się na tym świecie jednostki nadwrażliwe, które jego okropieństw nie są w stanie przyjąć na trzeźwo - sięgają po alkohol i narkotyki. W niektórych przypadkach, jak w przypadku JK, jest to znamię nieprzeciętnych zdolności i ostrości widzenia, trudnych do zniesienia dla obdarzonego tymi zdolnościami, w innych - jakiejś słabości. Ale w każdym razie takie eksploatowanie organizmu nieuchronnie prowadzi do wcześniejszego jego "zużycia" niż w przypadku spokojnego życia "szarych ludzi".
[size=75][i]Ciągle mam czarny palec od pisania
I w oczach ciągle coś na kształt płomyka
Poetycznego...stąd mię częsciej wita
Poetą - ten, co widzi, niż co czyta.[/i][/size]
Odpowiedz
#49
To teza taka sobie.Wybrańcy Bogów umierają młodo itd.W gruncie rzeczy jak spojrzeć w przeszłość to tak samo młodo umierali jak i dożywali sędziwego wieku.Nie ma tu żadnej reguły.
Odpowiedz
#50
Szarzy ludzie też się eksploatują adme, uwierz mi. I wśród nich też zdarzają ci o niezwkłej wrażliwości, tylko chyba nie bardzo wiedzą co z tą wrażliwością począć, a może nie bardzo umieją ją wykorzystać, żeby zasłużyć na miano wielkiego człowieka.
Używanie w rej dyskusji logicznych argumentówi i statystyk jest jednak, jak Zbychu zauważył wyżej, niezbyt skuteczne, a dla mnie chyba jeszcze trochę niemoralne.
Nie mam więc serca podejmować dalszej dyskusji. :wink:
Odpowiedz
#51
Iluś geniuszy żyło trochę dłużej np. Edison, Einstein, da Vinci, Michał Anioł itd...
Tu nie ma reguł. Trudno dopasować również teorię przypadku i przeznaczenia...
Można znaleźć argumenty zarówno logiczne jak i metafizyczne.
Fakt jest faktem, że Jacek umierał a ciągle tworzył. Do samego końca. To chyba też może być miarą geniuszu...
Być wciąż spragnionym - to nektar istnienia.
Odpowiedz
#52
To prawda, że mit o wybrańcach bogów, o którym mówi Sławomir, i o artystach, którzy własnym życiem płacą za talent – jest starym i pięknym mitem, ale sprawdza się tylko w paru przypadkach, z których legendy, jak to legendy, czynią uogólnienie. Nie wiem, Nadziejo, dlaczego te roztrząsania są niemoralne, toteż mając moją niewiedzę za alibi - jeszcze trochę bezdusznie poroztrząsam, wybacz. Zgadzam się z Tobą, że szarzy ludzie też cierpią i są nadwrażliwcami (pewnie tylko niektórzy, ale znani są również niektórzy artyści ze skórą słonia). A nawet w tak zwanym obliczu ostateczności zwykli ludzie cierpią bardziej. (Mówię szarzy albo zwykli, albo przeciętni, ale to nieprecyzyjne słowa, zwykli w tym rozumieniu, że w medycznym sensie zarówno geniusz jak i debil, to takie same nieliczne procentowo anomalie ludzkiego umysłu, choć geniuszem być przyjemniej, jak się domyślam.) „Zwykli” cierpią bardziej, bo nie broni ich metafizyczny dorobek, który „niezwykli” mogą położyć na szalę jako miernik swego życia. Oczywiście desperacko kładziemy na szalę samochody, domy, biżuterię, konta bankowe itp., ale w dni przedostatnie, jak powiada poeta, okazuje się, że to niekoniecznie to. Więc się cierpi, a artysta może umknąć przed tym problemem w boczną uliczkę. Może próbować. Ma o jedną tarczę więcej przeciw powszechnemu losowi – to niemało.
Co do tworzenia do ostatniej chwili, Lodbroku, też nie sądzę, by dało się z tego uczynić ogólniejszy miernik. Villon pisał przez moment i zajął się czym innym, a stworzył utwór genialny. Rimbaud pisał za młodu, potem zdaje się handlował bronią. Nasz Mickiewicz pisał w sumie przez 12 lat, od debiutu w 1822 do „Pana Tadeusza” w 1834 (zmarł w 1855), potem publikował drobiazgi, wykłady, tworzył legion, ale nie dał już wielkiego dzieła. Czyli mój wniosek jest banalny – bywa tak albo inaczej.
Co do sentencji przytoczonej przez Adme, że dzieła genialne to te, które nie mogłyby nie powstać – nie tylko te. Istnieją grafomani, których nikt nie drukuje, którzy nic nie zarabiają na swoim pisaniu, z których znajomi podśmiewają się za plecami, a oni mimo to muszą pisać. Ich utwory nie mogłyby nie powstać. Bez nich nie widzą sensu życia. Sam znam takich. Z pewnością ich dzieła to nie są arcydzieła, a spełniają kryteria tej definicji.
Co do wielkiego cierpienia duchowego artystów – podobnie cierpi wielu, ale niewielu umie o tym opowiedzieć, tu całkowicie zgadzam się z Nadzieją. Powiem więcej – bardziej od artysty cierpi jego żona (żony), jego dzieci, jego przyjaciele, bo życie z artystą jest piekielnie trudne, zwłaszcza jeśli uzna, że to, co daje światu, upoważnia go do brania każdej zapłaty od każdego. Bardzo często rachunki za artystę płacą jego bliscy. Artysta cierpi, bo jest człowiekiem, ale artysta łagodzi swoje cierpienie tym, że jest artystą. On się tworzeniem ratuje, a nie dobija. On jest nadzwyczajny – ale dlatego, że tworzy, a nie dlatego, że żyje tak czy siak. Wszyscy żyją, póki nie umrą. Ani jedno, ani drugie nie jest jakąś nadzwyczajną sztuczką dostępną nielicznym. Artysta wyróżnia się wyłącznie tym, że wyciąga z owych faktów inne wnioski niż statystyczna większość.
Odpowiedz
#53
I znów muszę się z Tobą zgodzić Zbychu ("muszę" to chyba niezbyt fortunne określenie).
A wspomniana przeze mnie moralność? Często jest tak, ze ludzie nie potrafią zrozumieć pewnych strasznych i niesprawiedliwych zdarzeń. Żeby łatwiej było im to zaakceptować, próbują, czasem trochę na siłę znaleźć w tym jakikolwiek sens, logiczną kolej rzeczy. To jest normalne. Tak właśnie jest ze śmiercią osób, które są nam bliskie, które cenimy, które szanujemy, których życie i to co w nim robili odciskało się pozytywnym piętnem na życiu i postępowaniu innych ludzi. Łatwiej jest pogodzić się z odejściem takiej osoby, kiedy można o niej powiedzieć: to był wielki człowiek, a tacy odchodzą najszybciej, tak po prostu być musiało. Nie wiem czy swoją teorią, że wielkość nie ma tu nic do rzeczy komuś tego spokoju nie odbiorę.
Odpowiedz
#54
Twoje obawy o cudzy spokój są całkiem zrozumiałe, Nadziejo, ale rozwiewalne (że użyję neologizmu) w sposób następujący. Robiąc to, co tu robimy (czyli opukujemy delikatną porcelanę i bezczelnie sprawdzamy, czy pękła) nie podważamy sensu rzeczy i spraw. Przeciwnie, jak mi się zdaje. W trosce o inteligencję własną oraz cudzą próbujemy odnaleźć ów sens na jak najwyższym piętrze. Odwołam się jeszcze raz do metafory z porcelaną: jeśli filiżanka pęka, to nie mówimy, że porcelana jest do niczego, że wyłącznie blaszany kubek wytrzyma na tym paskudnym świecie - tylko szukamy odporniejszej filiżanki, bo cenimy porcelanę. Chodzi nam o to, żeby pić herbatę w komforcie, bez obaw, że nam się wyleje na kolana. Szukamy najodporniejszej porcelany. Temu służą te intelektualne ćwiczenia. Chodzi o sens z mozliwie najwyzszego piętra, opukany ze wszystkich stron, sprawdzony, którego nikt nie będzie w stanie zakwestionować, także my. To, że zakładamy roboczo, że taki sens istnieje i jest osiągalny – to już optymizm nie do pojęcia.
Odpowiedz
#55
No dobrze, przekonałeś mnie nieco, chyba dzięki tej metaforze.
Miło, że wspomniałeś o nikłych szansach osiągnięcia tak ambitnego celu. Nawet z najlepszej i najtwardszej porcelany może wylać się herbata i to wprost na nasze kolana. :wink:
Odpowiedz
#56
Zgadza się, choć to zasadnicza różnica, czy herbata wyleje się, bo my jesteśmy niezgrabni, czy dlatego, że porcelana nie wytrzymała. To jak w starym angielskim domu: lord mógł być łajdakiem nie spłacającym terminowych weksli, ale serwis do herbaty musiał być niezawodny.
Odpowiedz
#57
Może macie rację...? Ale Einstein to nie artysta było nie byłoBig Grin
[size=75][i]Ciągle mam czarny palec od pisania
I w oczach ciągle coś na kształt płomyka
Poetycznego...stąd mię częsciej wita
Poetą - ten, co widzi, niż co czyta.[/i][/size]
Odpowiedz
#58
No jeśli chodzi o wyobraźnię i kreatywność to Einstein jest w ścisłej czołówce...Wink
A że nie pisał piosenek tylko prowadził rozważania o masie i energii... dla mnie to on w każdym razie "wielkim artychą" był...Wink

Pozdrawiam...
Mateo Strunnik
Odpowiedz
#59
Artysta w swoim fachu, czyli geniusz. Branża tu chyba nie ma znaczenia... :wink:
Być wciąż spragnionym - to nektar istnienia.
Odpowiedz
#60
Ot co...
Kiedy racjonalność przestaje byc intuicyjna i trzeba podpierac się wyobraźnią nawet najściślejszy umysł naukowca staje się narzędziem artysty...

Pozdrawiam...
Mateo Strunnik
Odpowiedz


Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
  Największy na świecie fan Jacka Kaczmarskiego Bragiel 14 4,527 03-24-2016, 11:14 PM
Ostatni post: Strefa Piosenki
  Muzeum Jacka Kaczmarskiego Bragiel 10 3,267 03-16-2016, 12:11 PM
Ostatni post: Bragiel
  Choroba alkoholowa Jacka Kaczmarskiego Bragiel 36 8,558 05-05-2014, 10:02 PM
Ostatni post: Kuba Mędrzycki
  Jak skończył Jacka "lekarz" Przemek 337 53,193 04-30-2014, 10:02 PM
Ostatni post: Luter
  Chrzest Jacka! Cziomi;-) 218 39,548 04-28-2014, 03:46 PM
Ostatni post: Luter
  8. rocznica śmierci Jacka Luter 19 4,801 04-17-2012, 07:22 PM
Ostatni post: Przemek
  Festiwal Piosenki Jacka Kaczmarskiego "Źródło wciąż bije" Ania15 4 1,448 02-06-2011, 10:12 PM
Ostatni post: Simon
  Lekarz Jacka Ania15 1 1,192 08-10-2010, 04:29 PM
Ostatni post: Kuba Mędrzycki
  Zmarła Mama Jacka Coma 15 4,581 03-21-2010, 08:17 AM
Ostatni post: kolcon50
  Rodzina Jacka Kaczmarskiego Piotr I. 22 7,312 03-20-2010, 04:47 PM
Ostatni post: kolcon50

Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości