Ocena wątku:
  • 0 głosów - średnia: 0
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
To spotyka każdego
#1
Takie trochę moich wypocinek Smile.

***

Spadał. Strącony w dół, wciąż leciał, a lot jego trwał zdawałoby się wieczność.

Był nagi, odarty z wszelkiego odzienia - przykrycia, które mogło zasłonić wszystko, co pragnąłby ukryć. Jednak nie tym razem. Teraz nagi leciał w dół i bez trudu można było się zorientować, kim tak na prawdę jest.

Jak wyglądała wówczas jego twarz? Nie da się tego stwierdzić, gdyż oblicze zakrywały długie jasne włosy. To było jedyne, co mógł ukryć - własna reakcja na fakt, który się właśnie dokonywał. Teraz został sam jak każdy, kto staje przed życiową decyzją, problemem, od którego zależą dalsze losy.

Jego ręce były bezwładnie wyciągnięte ku górze, ku kierunkowi od którego z każda chwilą się oddalał. Początkowo następowało to bardzo szybko. Coraz bardziej zwiększający się dystans nie robił na nim większego wrażenia. Dopiero teraz gdy zaczął rozumieć co tak naprawdę się dzieje, próbował jakoś odwrócić sytuacje. Mamił go jednak dystans. Bo właśnie teraz punkt w oddali jakby zwolnił i zmniejszał się coraz wolniej. Jednak było to jedynie wrażenie wzrokowe nie mające większego związku z rzeczywistością. Tak na prawdę dystans ten zwiększał się wciąż z tą samą prędkością, a nawet szybciej, nieubłagany lot w dół wciąż trwał.

Wraz z rękoma, w górę wznosiły się ogromne białe skrzydła. Bezwładne, powiewające na wietrze jakby nie było w nich żadnych mięśni, żadnego impulsu który mógłby nimi poruszyć. Skrzydła były jednak całe. Nikt ich nie połamał, nikt nie zniszczył białych piór, którymi były gęsto utkane. Problem stanowiło odrętwienie.

Przyszło nagle, bez żadnych przesłanek, jakby efekt jednej decyzji, która zmieniła wszystko w jednej chwili. To odrętwienie całkowicie sparaliżowało jego skrzydła, uniemożliwiając jakikolwiek lot.

Istniała jednak jedna możliwość, by znów przywrócić im zdolność poruszania. Trzeba było tylko w jakiś sposób przełamać odrętwienie. Wyzwanie to stanowiło ogromną trudność, gdyż dziwne paraliżujące uczucie potęgowało poczucie strachu, brak pewności, czy jakiekolwiek próby przyniosą jakieś rezultaty. Strząśnięcie tego ciężaru wymagało ogromnego wysiłku psychicznego, uwolnienia duszy od wszelkich wątpliwości i złych myśli. Było to tym trudniejsze, że wraz ze spadkiem wysokości, niepewności przybywało.

Ale nie rezygnował. On się nie poddawał. Wierzył, że nigdy nie jest zbyt późno, by zmienić swój los. Miał nadzieje - może nawet chora, nie mającą pokrycia w rzeczywistości - ale to właśnie ona sprawiała, ze znajdował w sobie siłę do walki. To ona popychała go do przełamania strachu, otrząśnięcia się z odrętwienia.

I udało mu sie. Pierwszy ruch skrzydeł przypominał uczucie, jak gdyby strząśnięto z nich pył - niezwykle ciężki, przytłaczający, uniemożliwiający wszelki ruch. W momencie kiedy go wykonał wstąpiła w niego nowa siła. Zahamował nieubłagany spadek i zaczął znów wzbijać się wzwyż. Był szczęśliwy. Strach przeminął, a on natchniony nowa siła i nadzieją ponownie się wzbijał.

To wydarzenie pozostawiło jednak po sobie ślad - ogromny dystans. On jednak się nim nie przejmował. Wiedział, że był to nieunikniony rezultat poprzedniego stanu. ale wierzył równocześnie w tę nowa siłę, która wstępując w niego, pchała go wciąż w górę. Nie przejmował się odległością. wiedział, że w końcu przyjdzie moment, gdy dopnie celu. Miał na prawdę wiele czasu.

Zdawał sobie również sprawę, że nie może dopuścić do powtórzenia podobnej sytuacji. Dlatego zdecydował, że będzie pokonywać dystans stopniowo, rozważając każdy najdrobniejszy ruch, każdy najmniejszy podmuch powietrza pomiędzy piórami. Wiedział co jest jego celem i to było najważniejsze.
Wzbijał się.


J'espere
alors je bats
et je vaincrai.


13.12.2005 Warszawa

***

Pozdrawiam
Eryk
Odpowiedz
#2
No, no. No, no, no. Chwilowo tylko tyle. Muszę to "przetrawić". M. *-`-
"Na ludzką pamięć nie można liczyć. Niestety, również na niepamięć."
Odpowiedz
#3
A ja może jeszcze przypomnę, że "naprawdę" piszemy łącznie.
Odpowiedz
#4
DayneTane napisał(a):"naprawdę" piszemy łącznie.
Przeoczenie. Poprawione Smile
Kiedy idę,to idę.Jeśli przyjdzie mi walczyć,jeden dzień nie będzie lepszy od drugiego,by umrzeć.Bo nie żyję ani w przeszłości,ani w przyszłości.Istnieje tylko dzisiaj i nie obchodzi mnie nic więcej
Odpowiedz
#5
Być może wyjdę na idiotkę, ale co to znaczy:
Eryk napisał(a):J'espere
alors je bats
et je vaincrai.

P.S. Stawiam piwo, bo mam niepokojący bilans.
Odpowiedz
#6
DayneTane napisał(a):co to znaczy
Mam nadzieję,
Więc walczę
I wygram.
Kiedy idę,to idę.Jeśli przyjdzie mi walczyć,jeden dzień nie będzie lepszy od drugiego,by umrzeć.Bo nie żyję ani w przeszłości,ani w przyszłości.Istnieje tylko dzisiaj i nie obchodzi mnie nic więcej
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości