Ocena wątku:
  • 0 głosów - średnia: 0
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Wywiady i artykuły
#31
Przybyłam, przepisałam, adminowi wysłałam Smile)

Czekam na nową dostawe Wink *-`-
"Umysł mam twardy jak łokcie
Więc mnie za to nie kopcie
Że rewolucja dla mnie to czerwone paznokcie"
Odpowiedz
#32
scarlett napisał(a):Przybyłam, przepisałam, adminowi wysłałam Smile)
Mowa o tych trzech dodanych przeze mnie wczoraj ?
[size=85]My chcemy Boga w rodzin kole,
W troskach rodziców, dziatek snach.
My chcemy Boga w książce, w szkole,
W godzinach wytchnień, w pracy dniach.
[/size]
[b]"Poza Kościołem NIE MA zbawienia"[/b]
Odpowiedz
#33
Tak Smile I dwóch poprzednich również.
"Umysł mam twardy jak łokcie
Więc mnie za to nie kopcie
Że rewolucja dla mnie to czerwone paznokcie"
Odpowiedz
#34
scarlett napisał(a):Tak Smile I dwóch poprzednich również.
Jak burza... Smile
[size=85]My chcemy Boga w rodzin kole,
W troskach rodziców, dziatek snach.
My chcemy Boga w książce, w szkole,
W godzinach wytchnień, w pracy dniach.
[/size]
[b]"Poza Kościołem NIE MA zbawienia"[/b]
Odpowiedz
#35
Niech mi ktoś podeśle jakieś materiały - "czasem mam czas" i mogę poprzepisywać. Smile
Odpowiedz
#36
Zbrozło napisał(a):Wybacz, ale się nie znam zbytnio. Które np. wg. Ciebie są ostre, a które nie bardzo ? (po jednym przykładzie prosiłbym)
Ja też sie nie znam, ale np. ostatnie zdjecie jest słabiej czytelne, niż pierwsze. Myslalem, że to miałeś na myśli, pisząc, że inne są "ledwo czytelne".
Odpowiedz
#37
Zdjęcie nr 1 było robione z lampą błyskową.
W następnych zdjęciach już ją wyłączyłem.

Co tu dużo pisać - nie znam się na robieniu zdjęć. Nie umiem za bardzo ustawić poszczególnych funkcji.
Simon napisał(a):Niech mi ktoś podeśle jakieś materiały - "czasem mam czas" i mogę poprzepisywać. Smile
Simon - proszę bardzo Smile

[Obrazek: simg5093ej0.jpg]

[Obrazek: simg5095re3.jpg]

- recenzja: Stabro Stanisław: W oczach Kaczmara [1995] Twórczość 1995 nr 3 s. 120-124

Miłej pracy Wink

[ Dodano: 16 Maj 2008, 13:42 ]
Ostatnią stronę wrzucę w późniejszym terminie.
[size=85]My chcemy Boga w rodzin kole,
W troskach rodziców, dziatek snach.
My chcemy Boga w książce, w szkole,
W godzinach wytchnień, w pracy dniach.
[/size]
[b]"Poza Kościołem NIE MA zbawienia"[/b]
Odpowiedz
#38
scarlett napisał(a):Przybyłam, przepisałam, adminowi wysłałam Smile)
Jeszcze raz ktoś mi wyśle przepisane artykuły na pw... :evil:
E-mailem proszę Smile)
Odpowiedz
#39
Oby tak dalej !
A czy mozecie, przy okazji buszowania po bibliotekach, sprawdzidz czy maja ukazujacy sie w Melbourne "Tydzien Polski" ? Tam sa pewne "famous australian vyviads" Kaczmara...
"Myślę, więc nie ma mnie
na forum Mój adres
skonfiskowano Mówię
tak to ja jeszcze ja Poznaję
Co słychać Ano po staremu"
[Jerzy Ficowski]
Odpowiedz
#40
Poszukam, poszukam. Może w PAN-ie będzie, bo w bibliotece UG (wg katalogu on-line) uświadczysz tylko "Tydzień Polski" ukazujący się w Londynie.
Ale jeśli by był w PAN-ie - jakieś "szczegóły" a propos roku wydania, nr czasopisma? (łatwiej byłoby mi szukać)
"Pochlebcy nie najszczytniejszych gustów - starzy kuglarze."
www.flagrantis.pl
Odpowiedz
#41
<!-- m --><a class="postlink" href="http://www.kaczmarski.art.pl/forum/viewtopic.php?p=139452#139452">http://www.kaczmarski.art.pl/forum/view ... 452#139452</a><!-- m -->
"Myślę, więc nie ma mnie
na forum Mój adres
skonfiskowano Mówię
tak to ja jeszcze ja Poznaję
Co słychać Ano po staremu"
[Jerzy Ficowski]
Odpowiedz
#42
Albo mam rozdwojenie jaźni, albo są dwa wątki a propos przepisywania. Jutro będę miała chwilę to możecie podpowiedzieć co mogę przepisać.
Plus Leonardo i Mach
Odpowiedz
#43
Nie masz, tmach, rozdwojenia jaźni Big Grin Jeden wątek ("Jacek w Wyborczej) tyczy się przepisywania artykułów z GW (podanych przez lodbroka), a drugi ("Wywiady i artykuły") to rozmaite recenzje/wywiady z różnych źródeł - wyszczególnione przez thomasa.neverny'ego Smile Z tego co wiem - wszystkie zdjęcia (w obydwu tematach) wrzucone przez Zbrozło zostały "przerobione" na tekst, poza:
Zbrozło napisał(a):Stabro Stanisław: W oczach Kaczmara [1995] Twórczość 1995 nr 3 s. 120-124
Ostatnią stronę wrzucę w późniejszym terminie.
a zaoferował się to przepisać Simon Wink (chyba, że jeszcze nie zaczął - wtedy, jeśli byś miała czas, mogłabyś go "wyręczyć" Smile) )

[ Dodano: 17 Maj 2008, 20:49 ]
Zbrozło napisał(a):
thomas.neverny napisał(a):- recenzja: Stabro Stanisław: W oczach Kaczmara [1995] Twórczość 1995 nr 3 s. 120-124
Obrazek
A to chyba (jak wynika zresztą z podpisu) - recenzja Marka Karpińskiego Smile
Tym bardziej, że kilka postów dalej:
Zbrozło napisał(a):Obrazek
Obrazek
- recenzja: Stabro Stanisław: W oczach Kaczmara [1995] Twórczość 1995 nr 3 s. 120-124
Więc ten, kto przepisywał (scarlett?) - niech zwróci uwagę na pomyłkę Smile
"Pochlebcy nie najszczytniejszych gustów - starzy kuglarze."
www.flagrantis.pl
Odpowiedz
#44
thomas.neverny napisał(a):- wywiad: Blimel Maria: Jestem bardem samego siebie... Z Jackiem Kaczmarskim rozmawia Maria Blimel [1990] Obserwator Wielkopolski 1990 13 6
- wywiad: Buethner-Zawadzka Małgorzata: Przeciwstawiam się ksenofobii [1994] Życie Warszawy 1994 nr 12 dod. s. 6
- wywiad: Bilska Anna: The class has dispersed [1990] Głos Polski 1990 28 6 oraz The Warsaw Voice 1990 24 7
- wywiad: Bilska Anna: Sztuka bez haseł [1990] Polityka 1990 21

- recenzja: Herich Marcin: Kaczmar w lustrze [1994] Fa-Art 1994 nr 4 s. 64-65
- recenzja: Śliwiński Piotr: Od nieprawdy do nieprawdy [1995] Arkusz 1995 nr 3 s. 10
- recenzja: Varga Krzysztof: Autoportret prześmiewczy [1994] Polityka - Kultura 1994 nr 7 s. V
- polemika: Prusiński Zygmunt Jan: [1990] Orzeł Biały 1990 1459 66
- polemika: [Groński Ryszard Marek] (X): Idol [1990] Szpilki 1990 46 2
- artykuł: Bugajczyk Robert: Szczęście i fatum Kaczmarskiego [1993] Trybuna 1992 nr 15 s. 5

- artykuł: Cieślak Jacek: Kaczmarski w smokingu [1992] Nowy Świat 1992 nr 21 s. 12
- artykuł: Czapliński Przemysław: Pieśniarze dwóch pokoleń [1992] Kresy 1992 nr 9/10 s. 253-254
- artykuł: Dolińska Katarzyna: Powrót [1990] Bestseller 1990 4/5 30
- artykuł: Kapłon Katarzyna: Bez tytułu [1994] Warsztaty Polonistyczne 1994 nr 2 s. 23-24
- artykuł: Karpiński Marek: Bard (Rzeczywistość przemienia w poezję) [1990] Tygodnik Kulturalny 1990 1 13
- artykuł: Karpiński Marek: Jacek Kaczmarski - aneks do wniosku o awans [1993] Puls 1993 nr 5/6 (64/65) s. 81-91
- artykuł: Malinowska Agnieszka: Kaczmarski dzieciom [1990] Gazeta Wyborcza 1990 134 4
- artykuł: Masłoń Krzysztof: Jedyne takie trio [1991] Rzeczpospolita 1991 nr 256 dod. s. 7
- artykuł: Niecewicz Maciej: Powróćmy jak za dawnych lat? [1991] Poznański Przegląd Teatralny 1991 nr 8 s. 58-61
- artykuł: [1994] Opcje 1994 nr 3 s. 144
- artykuł: Stabro Stanisław: Pasje Jacka Kaczmarskiego [1993] Kresy 1993 nr 14 s. 238-245
- artykuł: Stanisławski Piotr: Odcinanie kuponów [1994] Wiadomości Kulturalne 1994 nr 21 s. 18
- artykuł: Wróblewski Jacek: Bard buntu. Rzecz o Jacku Kaczmarskim [1992] Enigma 1992 nr 16/17 (1991/1992) s. 13
- artykuł: Obtułowicz Jacek: Kaczmarski w szkole? [1994] Warsztaty Polonistyczne 1994 nr 2 s. 71-73
- artykuł: Ślósarz Anna: Piosenki Jacka Kaczmarskiego na lekcjach języka polskiego [1995] Polonistyka 1995 nr 2 s. 100-106
Powyższe artykuły są nadal do znalezienia.

PS: Chyba jednak nie umieszcze tej ostatniej strony. Chyba pan w kserowialni mi nie skserował tego. Kłapo, mogłabyś? Smile
[size=85]My chcemy Boga w rodzin kole,
W troskach rodziców, dziatek snach.
My chcemy Boga w książce, w szkole,
W godzinach wytchnień, w pracy dniach.
[/size]
[b]"Poza Kościołem NIE MA zbawienia"[/b]
Odpowiedz
#45
Mogłabym, mogła Smile artykułów poszukam również. Od poniedziałku "hajda na biblioteki".
"Pochlebcy nie najszczytniejszych gustów - starzy kuglarze."
www.flagrantis.pl
Odpowiedz
#46
Wyjasnienia dla Siostry Przelozonej :

Zagladam na to forum rzadko. Zauwazylem ze byl jakis temat o "JK w Gazecie" ale nie otwieralem, myslac ze to pewnie jakis artykul rocznicowy badz nt plyt z trasy '97.

Akurat udalo mi spreparowac ta liste z brakujacymi tutaj artykulami i wywiadami, wiec dorzucilem w istniejacym juz temacie.
Nie rozgladalem sie po innych tematach takze z innej przyczyny : chcialem rzucic na forum cos konstruktywnego zeby stworzyc jakas przeciwwage dla pewnej bardzo przykrej pyskowki.
Czasami zdarza mi sie zadawac sobie pytania : ilu uzytkownikom kompletnie zobrzydzono to forum (a przy okazji moze i Witryne) ? ile osob, byc moze kompetentnych i chetnych do pomagania badz podzielenia sie roznymi ciekawostkami, zajrzalo tu tylko raz i po pobieznej lekturze forum postanowilo nigdy wiecej tu nie zagladac bo zdaje sie ze ten Kaczmarski ma takich fanow na jakich sobie zasluzyl... ? :/

Byly tez motywacje bardziej egoistyczne : np mialem ochote przeczytac - po latach - to co mowil JK o polskiej sytuacji politycznej w wywiadzie dla "Wprost". Bo cos tam pamietalem ale chcialem sprawdzic, a tamte wypowiedzi (kilka lat przed druga emigracja JK) wydawaly mi sie interesujace.

Wielkie dzieki i pozdrowienia dla wszystkich uczestnikow pospolitego ruszenia czyli przepisywaczy *-`-
"Myślę, więc nie ma mnie
na forum Mój adres
skonfiskowano Mówię
tak to ja jeszcze ja Poznaję
Co słychać Ano po staremu"
[Jerzy Ficowski]
Odpowiedz
#47
Po bibliotekach w mieście nie mam czasu biegać. A u mnie na wsi nie mają takich gazet. Jeśli znajdziecie cos do przepisania z chęcią pomogę. Thomasie, ze wzgledu na mój podeszły wiek, wolałam sie upewnić.
Plus Leonardo i Mach
Odpowiedz
#48
thomas.neverny napisał(a):A czy mozecie, przy okazji buszowania po bibliotekach, sprawdzidz czy maja ukazujacy sie w Melbourne "Tydzien Polski" ? Tam sa pewne "famous australian vyviads" Kaczmara...
Sprawdzałam w gdańskim PANie i bibliotece Uniwersytetu Gdańskiego. Niestety - głucho wszędzie.

Natomiast znalazłam kilka innych podanych artykułów (jak skończę zajmować się Wyborczą, to poszukam więcej, skseruje co znajdę - i będzie kolejna seria do przepisywania Smile) )
"Pochlebcy nie najszczytniejszych gustów - starzy kuglarze."
www.flagrantis.pl
Odpowiedz
#49
t.n napisał(a):ukazujacy sie w Melbourne "Tydzien Polski"
Koleżanka z BJ ma mi sprawdzić, czy jest to może tam.

Poruszona tym co robicie, postanowiłam chociaż przejrzeć co tam mają w Jagiellonce. Jest tam szalenie ciekawy zbiór dokumentów drugiego obiegu.
W drukach zwartych pod "Kaczmarski Jacek" jest kilka rzeczy, których chyba nie ma na stronie:

Kaczmarski Jacek
Wiersze / Jacek Kaczmarski. - [Kraków] : Niezależne Zrzeszenie Akademii Medycznej, 1981 (Druk : PSK). - 23 s. ; 21 cm
Uwagi: Opis wg okł. Zł. 25. - Off. z maszyn.

Kaczmarski Jacek
Śpiewnik / Jacek Kaczmarski ; oprac. Hel. [pseud.]. - [B. m. : b. w., ok. 1989]. - 22 cm
Uwagi: Zł. 350. - Pow. białk.

Kaczmarski Jacek
Mury ; Raj ; Muzeum ; 90 dni ; Epitafia : teksty spektakli / Jacek Kaczmarski . - [B. m. : b. w., 1981]. - 64 s. : il. ; 21 cm
Uwagi: Off. z maszyn.

To tak na szybko.

Szkoda, że tam nie pracuję, bo poskanowałabym to wszystko Wink

[ Dodano: 20 Maj 2008, 12:52 ]
Przeszłam do BN

TytuŁ Grudzień : wiersze i piosenki.
Adres wyd Wałbrzych : NSZZ "Solidarność", [19]83.
Opis fiz 8 s. ; 15 cm.
Uwagi Elegia grudniowa ; Idą pancry na ”Wujek“ / J. K. Kelus. Druga ballada o Janku Wiśniewskim ; Chłopcy z Golędzinowa ; Zielona wrona / J. Kaczmarski.
HasŁo przed Poezja polska -- 20 w.
Autor dod Kelus, Jan Krzysztof (1942- ). Elegia grudniowa
Kelus, Jan Krzysztof (1942- ). Idą pancry na ”Wujek“
Kaczmarski, Jacek (1957-2004). Druga ballada o Janku Wiśniewskim
Kaczmarski, Jacek (1957-2004). Chłopcy z Golędzinowa
Kaczmarski, Jacek (1957-2004). Zielona wrona


Ciekawe, co to jest...

[ Dodano: 20 Maj 2008, 13:09 ]
i dalej:

Autor Kaczmarski, Jacek (1957-2004).
TytuŁ Jacek Kaczmarski' 83 / [spisał i do druku przygot.: Wako].
Adres wyd Warszawa : [s.n], 1984
Opis fiz 12 s. : err. ; 30 cm.
HasŁo przed Piosenka polska -- 20 w. -- teksty
Poezja polska -- 20 w.
Autor dod Koczewski, Waldemar. Oprac.


Autor Kaczmarski, Jacek (1957-2004).
TytuŁ Utwory Jacka Kaczmarskiego : [poezja śpiewana] / Agencja Artystyczna "Alba".
Adres wyd Opole : "Alba", 1990
Opis fiz 231, [1] s. : il. ; 20 cm.
HasŁo przed Poezja polska -- 20 w.


Autor Kaczmarski, Jacek (1957-2004).
TytuŁ Zbroja : utwory napisane na emigracji / Jacek Kaczmarski.
Adres wyd [Warszawa : "Słowo Podziemne", 1983]
Opis fiz 15 s ; 22 cm.
Seria Biblioteka "Słowa Podziemnego"
HasŁo przed Piosenka polska -- 20 w. -- teksty
Jestem egzemplarz człowieka
- diabli, czyśćcowy i boski.
Odpowiedz
#50
hmmm... Ja się już w tym wszystkim pogubiłam. Na stronie jest już mnóstwo materiałów. Jak się jednak okazuje - braki też są duże.

Czy ktoś próbował usystematyzować poszukiwania? Porównać to, co jest na stronie z tym co jest w rozmaitych bibliografiach? Może warto byłoby raz przysiąść, zebrać wszystkie dane bibliograficzne, powoli szukać, skanować i przepisywać? A potem, to już tylko bieżące artykuły?

Jest piękny zryw (już kilka ich było Smile ) i może warto to wykorzystać?

Zauważyłam, że jest stosunkowo mało materiałów sprzed 1990 roku. Czy to wynika z tego, że mało się o JK wówczas pisało? Czy może z tego, że do tej pory nasze poszukiwania skupiały się na źródłach internetowych?

Polska Bibliografia Literacka - do 1988 roku tylko forma książkowa
Bibliografia Zawartości Czasopism - do 1995 r. (reszta w necie)
Polonica Zagraniczne - do 1993 r.

To takie najważniejsze

Jeśli chodzi o Internet, to te podstawowe można przeszukać kompleksowo na stronie:
<!-- m --><a class="postlink" href="http://mak.bn.org.pl/fidkar/index.html">http://mak.bn.org.pl/fidkar/index.html</a><!-- m -->

PBL jest TU, ale zdaje się, że już thomas.neverny to przeszukał

Natknęłam się jeszcze na Katalog Czasopism Kulturalnych - też są chyba rzeczy, których jeszcze na stronie nie ma

Niestety to wszystko, to tylko dane bibliograficzne - potem trzeba szukać w bibliotekach.


Czy ktoś się podejmuje? Jak się za to zabrać, by się nie dublować?
A może ktoś już to wszystko zrobił, a ja niepotrzebnie strzępię język (klawiaturę)?



PS> Niestety w Bibliotece Jagiellońskiej nie ma "Tygodnia Polskiego" wydawanego w Australii. Jeszcze tym razem nie dotrzemy do słynnych wywiadów Wink
Jestem egzemplarz człowieka
- diabli, czyśćcowy i boski.
Odpowiedz
#51
Ola napisał(a):Zauważyłam, że jest stosunkowo mało materiałów sprzed 1990 roku. Czy to wynika z tego, że mało się o JK wówczas pisało?
Olu, jeśli chodzi o źródła krajowe to na pewno mało się pisało z wiadomych względów.
Prawdę mowiąc wszystko co do tej pory ja znajdowałem to wyszukałem w PBL. Thomas teraz to uzupełnił bo opracowano kolejne roczniki. A w całej akcji pomógł kiedyś Misiek_st bo pracuje w sporej bibliotece i wyszukał i przygotował wiele materiałów, które potem kopiowałem a ludzie przepisywali. O ile pamiętasz Ty również u siebie coś znalazłaś. Poza tym wiele materiałów trafiło na stronę od ludzi, którzy gdzieś na coś trafiali przypadkowo, albo mieli w swoich prywatnych zbiorach i tym się dzielili.
Aktualnie, dzięki sygnałowi od Jaśka udało się sporo materiału ściągnąć z GW i to od razu w postaci elektronicznej. Natomiast systemowych poszukiwań chyba nikt nie prowadził.
Nie miałem też pojęcia o istnieniu takich możliwości wyszukania dodatkowych materiałów o J.K. jakie podałaś w swoim powyższym poście. Nie mam w tym względzie ani fachowej wiedzy, ani doświadczenia. Przydałoby się żeby zajał się tym ktoś kto ma przygotowanie zawodowe Wink .
Ola napisał(a):A może ktoś już to wszystko zrobił, a ja niepotrzebnie strzępię język (klawiaturę)?
Nie sądzę. Twój pomysł jest bardzo dobry i na pewno jest tutaj spore pole do popisu. Ja na razie chcialbym jednak obrobić to co mam z GW żeby przygotować to do zamieszczenia na stronie.
Być wciąż spragnionym - to nektar istnienia.
Odpowiedz
#52
Właśnie napisałam długiego posta i wszystko mi wcięło 8o . Spróbuję jeszcze raz.

W piątek miałam chwilę wolnego czasu. Poszłam więc do biblioteki. Przejrzałam BZCz za lata 1978-1989. Oto wynik moich poszukiwań:

1. "Rzadko pisuję do śmiechu” rozm. Przepr. Elżbieta Misiak – „Lad” 1989, nr 23, s. 16, 15. Czasopismo to jest dostępne w:

Lublinie – Wojewódzka Biblioteka Publiczna i BG UMCS
Krakowie – BG PAT i BG AP
Warszawie – Biblioteka Publiczna m. ST. Warszawy
Gdańsku – Biblioteka UG

2. „Czas by runął mur” rozm. przepr. Bożena Czepiec – „Kierunki” 1981, nr 22, s. 8. Nie namierzyłam tego czasopisma, ale warto sprawdzić Jagiellonkę lub warszawskie biblioteki.

3. wywiad z JK rozm. przepr. Stabro – „Student” 1978, nr 24, s. 16. Czasopismo to jest dostępne w bibliotece Uniwersytetu Warszawskiego. Gdyby ktoś się dokopał do tego czasopisma, to jest tam jeszcze jedna ciekawa rzecz. 1980, nr, 17, s. 19 – wiersz Włodzimierza Wysockiego „Góry” w tłumaczeniu JK. Czy to jest to samo co TU?

Przejrzałam też PBL za lata 1978-1985. Jest tego mnóstwo. Muszę jeszcze porównać z tym, co jest na stronie. To może potrwać Wink
Jestem egzemplarz człowieka
- diabli, czyśćcowy i boski.
Odpowiedz
#53
Olu, dzięki za całą akcję Smile .
PBL za lata 1990 - 1992 w zasadzie przerzuciłem, z tym, że wówczas sporo rzeczy nie można było znaleźć w głównej miejskiej bibliotece w której pracował misiek_st.
Wklejam ci plik z tym co się wówczas udało znaleźć i opracować. Na niebiesko zaznaczyłem to co już jest na stronie. To pewnie jednak nie jest kompletna lista. Pewnie w międzyczasie w PBL coś zostało uzupełnione. W każdym razie na postawie mojej listy możesz coś odfajkować ze swojej Smile .
Być wciąż spragnionym - to nektar istnienia.
Odpowiedz
#54
Jesli to sam JK powiedzial w 1981 w wywiadzie ze "czas by runal mur", to byloby to dosc interesujace. Ale moze to tylko cytat z piosenki.
Tytul “Kierunki” kojarzy mi sie z jakims solidarnoasciowym badz NZSowskim pisemkiem ale pewnosci nie mam…

W miedzyczasie znalazlem cos takiego :

W naczyniu wędrownym
Gazeta Wyborcza nr 102, wydanie waw z dnia 02/05/1997 - 04/05/1997 GAZETA ŚWIĄTECZNA, str. 14
O kłopotach z tożsamością pisze z Australii Jacek Kaczmarski.
Zajmowanie się w Australii perypetiami polskiej demokracji sprzyja ogólniejszym nieco rozważaniom na temat problemu tożsamości. Stosunkowo wcześnie odkryłem, że jest mnie - wielu, całkiem często różnych i ze sobą sprzecznych. Zanim odkrycie to przełożyło się na metodę twórczą, sprawiało mi sporo kłopotów. Zupełnie kim innym byłem doznając uniesień przy słuchaniu "Requiem" Mozarta, kim innym odbębniając z upokorzeniem w duszy etiudy na pianinie, kim innym kopiąc piłkę na podwórzu lub podglądając dziewczęta w szatni. Kiedy zacząłem pisać - wcielanie się w postaci historyczne i literackie przyszło w naturalny sposób. Byłem więc i jestem poniekąd i w rozpaczliwym, kabotyńskim Casanovie Felliniego, i w skazanej na wieczne niezrozumienie Kasandrze, we Włodzimierzu Wysockim (niemal do granic samounicestwienia) i - ku własnemu zaskoczeniu - w wyrozumiałym z wiekiem Janie Kochanowskim. Zawsze też odczuwałem silne pragnienie uczestnictwa (jak "Lutek - Cały Świat na Mojej Głowie" z "Cyryl, gdzie jesteś" Woroszylskiego) w ważnych wydarzeniach dziejowych i jednocześnie obserwacji ich z zewnątrz, komentowania i oceniania. Te schizofreniczne nieco skłonności czy przypadłości uniemożliwiały mi osiągnięcie czegoś, co wydawało mi się najistotniejszym celem człowieka: bycie w życiu i sztuce spójną, konsekwentną całością, monolitem, wcieloną harmonią. Obecnie cel ten nie wydaje mi się już wart każdej ceny: żeby się więc nie szarpać na próżno z dopasowaniem do siebie nie pasujących elementów, zaakceptowałem stan faktyczny. Przyjąłem siebie niejednorodnego, ulepionego z różnych surowców o rozmaitym stopniu szlachetności. Jest to rzecz jasna kapitulacja w świetle współczesnych tendencji, modnych na Zachodzie, czyli rychło już w Polsce. Zakładają one bowiem możliwość pełnej samokreacji: możesz być tym, kim zechcesz; nie ogranicza cię ani nie determinuje nic! Musisz tylko zadecydować, kim chcesz być! No tak, ale KTOŚ przecież tę decyzję podejmuje, zanim kimś się staje? Jeśli możliwe jest takie spreparowanie swojej tożsamości z niczego od A do Z, to o jakiej tożsamości tu mowa? Tak więc skapitulowałem, uznając się za mieszaninę helleńskich pokus i olśnień przefiltrowaną przez judeochrześcijański porządek wartości, skażoną tu i ówdzie miazmatami co ciekawszych herezji, przechowywaną w dość bezkształtnym, trzeba przyznać, naczyniu polskości. Jest to w moim wypadku naczynie wędrowne, bukłak zmieniający kształt, jest otwarte. Mikstura może więc nadal być wzbogacana, a kto wie, czy w australijskim słońcu, po nieuniknionym przefermentowaniu, nie dojdzie do destylacji!? Pogodzonemu ze sobą łatwiej dostrzec cudze problemy z tożsamością właśnie. Przeciwnicy zjednoczonej Europy (przecież nie tylko polscy) argumentują, że w mającym powstać tyglu ulegną zatarciu lokalne czy narodowe tradycje i wartości. Ale co warta tożsamość, której trzeba chronić administracyjnie, za pomocą ustaw i służb celnych? I po co nam ona, jeśli nie wolno jej konfrontować z innymi tożsamościami? Toć nie przed nimi trzeba ją osłaniać, ale przed szarlatanerią fałszywych tożsamości oferowanych przez tzw. kulturę masową. Z kolei bezkrytyczni zwolennicy totalnego wymieszania cywilizacyjnych i kulturowych ingrediencji zapominają, że coś trzeba wybrać i uznać za swoje, a coś odrzucić jako obce i zbędne, by móc mówić o jakiejkolwiek tożsamości. I znów - jak w wypadku tez o samokreacji - decyzja wyboru dokonuje się już na podstawie jakiegoś systemu wartości, a więc tożsamości. Ci, którzy za wszelką cenę chcą mieć w konstytucji Boga i Naród, mimowolnie przyznają, że te dwa wielkie pojęcia mogą gdzieś się zapodziać, jeśli nie zostaną prawnie usankcjonowane. Wyjątkowy to brak zaufania do wielkości tych pojęć. Lecz ci, którym nie są one do niczego potrzebne, ryzykują z kolei sankcjonowanie bezkształtnej, niczym nie motywowanej magmy ludzkiej, podatnej na jakąkolwiek zewnętrzną siłę, która nadałaby jej formę i sens. Dyskusje o wartościach i tożsamości odbywają się bowiem w gronie aksjologów i polityków, przywódców duchowych i partyjnych: rządzeni, w swej masie, utożsamiają się jedynie z siłą, tajemnicą lub nawykiem. Z przykrością trzeba stwierdzić, że demokracja parlamentarna nie dysponuje żadnym z tych atutów tak atrakcyjnych dla tłumu, chyba żeby za jej siłę uznać elastyczność, zdolność do samokorygowania się. Ale to z kolei nie pozwala do niej przywyknąć. Nie dysponuje także tajemnicą - wręcz przeciwnie: dość otwarcie, jawnie i często niesmacznie przyznaje się do swojej niedoskonałości, niepewności i niewiedzy. Jest więc matką względności i zachwiania systemów wartości. Jednak argument, że to dobrze, że tam, gdzie nie będzie systemów wartości, ludzie nie będą się w ich imię krajać na kawałki, palić na stosach lub unicestwiać moralnie, jest argumentem pozornym. W miejsce systemów wartości pojawiają się natychmiast fikcje, rzeczywistości wirtualne, za które nikt odpowiedzialności nie bierze, ale które są równie skutecznym pretekstem do przelewu krwi. Człowiek odczuwa bowiem potrzebę dania za coś głowy, zwłaszcza nie swojej. Fanatyzm bierze się ze strachu i niepewności, wiary w fikcję właśnie, a nie z ugruntowanej wiedzy na temat własnych korzeni. Wiedza na temat cudzych korzeni także bywa przydatna, choć powodować może komplikacje. Środowiska artystyczne Australii też przeżywają swój tożsamościowy dylemat: 80-letnia malarka Elizabeth Durack, tak skutecznie utożsamiła się z fikcyjnym twórcą aborygeńskim Eddie Buurrupyem (kompilując jego życiorys, dossier i wypowiedzi), że trzy "Burrupy" znalazły się na objazdowej wystawie sztuki aborygenów. Krytycy mają jedynie nadzieję, że były one jedynymi "białymi uzurpacjami". Z kolei Leon Carmen, biały taksówkarz z Nowej Południowej Walii, przeistoczył się w Wandę Koolmatrie, również fikcyjną aborygenkę, która jakoby spisała wspomnienia swojej matki. Nie byłoby niczego nadzwyczajnego w tej literackiej mistyfikacji, gdyby nie fakt, że książka została nagrodzona w konkursie kobiecych wspomnień i znalazła się w spisie lektur szkolnych. Pierwszy wypadek tożsamościowej przemiany tłumaczy się długoletnim kontaktem malarki ze środowiskiem pierwotnych mieszkańców Australii. Utożsamienie się było kompletne, ale i "artystowskie"; to nie bezkrytycznie wierni malują najlepsze święte obrazy. Michał Anioł nie był wzorem katolika (podobnie jak jego sponsor), a Matka Boska mówiła ponoć do Styki: "Ty mnie nie maluj na kolanach, ty mnie maluj dobrze!". Natomiast sprawa taksówkarza ma nieco inny wydźwięk. Mistyfikator oświadczył, że wymyślił aborygenkę, w którą się wcielił, by zwiększyć szanse na druk swego dzieła. Australijski przemysł wydawniczy faworyzuje bowiem jego zdaniem literaturę etniczną, nieanglosaską. Jednym słowem wykorzystał jedynie "polityczną poprawność" wydawniczych preferencji. Cóż z tego jednak wynika, jeśli zrobił to dobrze? Wręcz "aż za dobrze", w sposób wart nagrody, hm, w wysokości pięciu tysięcy dolarów australijskich? Czy jeśli rzeczywiście powstało dzieło ważne, to czy ważne jest, kogo udawał jego autor, by ujrzeć je w druku? Może rzeczywiście Leon Carmen wie tyle o duszy aborygeńskiej kobiety, ile Tomasz Tryzna o duszy dojrzewającej nastolatki? Niejasna jest granica między udawaniem a utożsamieniem się: syndrom generała Della Rovere z filmu Vittorio de Siki: tak długo udawał bohatera, aż musiał się nim stać. Może więc w dobie fikcji i rzeczywistości wirtualnej, kiedy nie jesteśmy pewni, kim jesteśmy, ważne jest przynajmniej - kogo udajemy?

oraz

Australijskie wstydy
Gazeta Wyborcza nr 250, wydanie waw z dnia 25/10/1997 - 26/10/1997 GAZETA ŚWIĄTECZNA, str. 15
Od początku kolonizacji Australii dzieci tubylców były traktowane jako najtańsza siła robocza. Porywano je i separowano pod pozorem wpajania im europejskich wartości i nawyków pracy. Przepaść dzieląca aborygenów i potomków kolonistów nie jest jedynie efektem różnic cywilizacyjnych. Pojawiła się za sprawą całkiem nieodległej historii - pisze JACEK KACZMARSKI.
Student z Polski, zwiedzający Australię autostopem, znalazł się w pewnym momencie - jak tu się mówi - w środku niczego. Godzinami czekał w upale na okazję. Szosa była pusta. Wreszcie pod wieczór zatrzymał się przy nim poobijany ford z trzema aborygenami w środku. Autostopowicz widział podobnych im dotąd jedynie na filmie Petera Weira "Ostatnia fala" jako metafizyczne istoty obdarzone telepatycznymi zdolnościami porozumiewania się i przewidywania przyszłości, toteż ich obecność w samochodzie była dla niego zaskoczeniem. Ale nie miał wyboru. Wsiadł. Został poczęstowany wzmocnionym winem i padło zwyczajowe pytanie "skąd jesteś". - Poland - odpowiedział. - Holland? - upewnili się aborygeni, nie pierwsi spotkani przez niego mieszkańcy Australii, dla których geografia Europy stanowiła w najlepszym razie obszar mglistych skojarzeń. - No. Pi, like Peter. Poland. - O, Poland. Sure. Chopin. Pi, like piano. Okazało się potem, że we wspólnocie zamieszkanej przez klan spotkanych tubylców gościł polski misjonarz, który muzyki Chopina używał jako elementu swojej tożsamości i kontaktu z gospodarzami. Ta historia jest prawdziwa. Ale wpasowuje się w potoczny odbiór pierwotnych mieszkańców kontynentu jako istot z innego świata, przeważnie wynędzniałych i podpitych, potencjalnych kryminalistów niezdolnych do radzenia sobie w anglosaskiej strukturze cywilizacyjnej. Ludzi-nieludzi, którym czasem zdarzy się powiedzieć coś zaskakująco sensownego, co może być tematem zabawnej anegdoty. Dzielnice miast przez nich zamieszkiwane nie należą do najmodniejszych i nie są uważane za bezpieczne. Z kolei ogromne tereny wewnątrz kontynentu, gdzie tubylcy usiłują żyć w izolacji od świata, który zderzył się z ich światem zaledwie dwieście lat temu, są praktycznie niedostępne dla białego człowieka. Przejazd przez te obszary jest możliwy tylko za zgodą odpowiedniego urzędu, po złożeniu właściwego uzasadnienia. Przepaść dzieląca pierwotnych mieszkańców Australii i potomków kolonistów nie jest jedynie efektem różnic cywilizacyjnych. Istnieje inteligencja pochodzenia aborygeńskiego, artyści, prawnicy, lekarze, działacze polityczni, przedsiębiorcy, którzy w zwycięskiej rzeczywistości dają sobie doskonale radę, broniąc jednocześnie swojej tożsamości. Przepaść pojawiła się za sprawą nieodległej historii. Ukazał się w tym roku Raport Komisji Praw Człowieka i Równych Szans w sprawie tak zwanego "straconego pokolenia". Sumuje on wyniki narodowego dochodzenia dotyczącego separacji aborygeńskich dzieci od ich rodzin. Dysponując budżetem w wysokości półtora miliona dolarów australijskich, Komisja dokonała przesłuchań we wszystkich stolicach stanowych i mniejszych miastach, zbierając relacje przedstawicieli agencji rządowych i pozarządowych, kościołów, instytucji wychowawczych, organizacji aborygeńskich, a przede wszystkim poszczególnych ofiar przymusowego odbierania dzieci ich rodzinom. Zebrano ponad pięćset świadectw osobistych, których lektura przypomina do złudzenia relacje polskich dzieci oddzielanych od najbliższych przez Rosjan podczas II wojny światowej. Dzieci tubylców były traktowane jako najtańsza siła robocza od początku europejskiej kolonizacji Australii. Porywano je i separowano pod pozorem wpajania im europejskich wartości i nawyków pracy, co oznaczało przyuczenie do służby kolonistom. W latach 30. XX wieku nie wykluczano całkowitego wymarcia plemion aborygeńskich, ale liczono się z problemem istniejącej już kasty mieszańców. W 1939 roku Wspólnota Brytyjska wydatkowała jednego funta na "tubylca", 42 funty na białego mieszkańca Australii i dziesięć tysięcy funtów na uposażenie gubernatora. Ale regularny i sterowany przepisami proceder rozwinął się po II wojnie światowej. Uzasadniano go ratowaniem dzieci zaniedbanych, szantażowano nieletnie matki wyrokami za niemoralne prowadzenie się, zabierano dzieci do szpitala, po czym mówiono ich rodzicom, że zmarły. Samym ofiarom tej akcji nie ujawniano ich tożsamości. Raport stwierdza, że wszystko to odbywało się przy akceptacji znacznej części społeczeństwa, organizacji społecznych i kościołów. Rodziny zastępcze porwanych dzieci stwarzały im przecież szansę na znalezienie się w świecie białego człowieka. Kwestie łamania prawa brytyjskiego na terenie Wspólnoty nie były podnoszone. Aborygeni nie mieli statusu obywateli, chociaż podlegali poborowi do wojska. Raport przyznaje także, że dla wielu dzieci to, co z nimi robiono, było z początku (według ich relacji) fascynującą przygodą, której długotrwałe konsekwencje ujawniały się dopiero po latach. Dopiero w 1967 roku powstało Federalne Biuro do spraw Aborygenów. W 1972 roku wprowadzono zasadę samostanowienia i aborygeńskie rozdzielone rodziny mogły zacząć korzystać z usług prawnych. Rasizm, jako zjawisko obecne w australijskiej rzeczywistości, został zauważony i podkreślony w roku 1976, a dopiero w 1980 roku powstała agencja Link-up, zajmująca się łączeniem rozbitych rodzin straconego pokolenia liczonego w dziesiątkach tysięcy. Raport przytacza efekty przeprowadzonych separacji. Pomimo "przyzwoitych adopcji" i dostępu do wykształcenia - "odebrani" w poczuciu braku tożsamości rzadziej kontynuowali edukację, wykazywali brak umiejętności życia z partnerem, popadali dwukrotnie częściej niż statystyczny obywatel w konflikt z prawem, trzykrotnie częściej stawali się ofiarami nałogów i trafiali do więzień. Wszyscy podkreślają obecnie niemożność powrotu do dzieciństwa, nawiązania kontaktu z najbliższymi, nieusuwalność poczucia utraty, bólu i żałoby. Cała procedura separacji podlega według raportu pod kategorię ludobójstwa, które - według konwencji ratyfikowanej przez Australię w 1949 roku - ma na celu zniszczenie w całości lub częściowo narodowej, etnicznej, rasowej lub religijnej grupy. Jest więc zbrodnią przeciw ludzkości. Dyskusje o zadośćuczynieniach, rehabilitacji i gwarancjach, że nic takiego się nie powtórzy, trwają. Raport postuluje pełne ujawnienie prawdy, prawne odrestaurowanie godności, reputacji i praw poszkodowanych, przeproszenie i przyznanie się do odpowiedzialności, sankcje przeciw odpowiedzialnym, wreszcie opracowanie historyczne i uwzględnienie go w podręcznikach szkolnych. Większość Kościołów działających w Australii wyraziła żal i przyznała się do udziału w praktykach separacyjnych. Rządy federalne zajęły stanowisko dopiero od końca lat 80. W 1988 roku padło z Canberry sformułowanie, iż proceder ten był poważnym "błędem". W 1993 roku ówczesny premier Australii Paul Keating poszedł dalej: "Zabraliśmy ziemię, zniszczyliśmy tradycyjny styl życia, przynieśliśmy choroby i alkohol, mordowaliśmy, odbieraliśmy dzieci matkom, stosowaliśmy dyskryminację i wyłączenie. To sprawa naszej ignorancji i naszych uprzedzeń. Nie wiedzieliśmy, że to, co robimy, degraduje nas samych". Krzywda może być oczywiście amunicją polityczną. Na terenach przyznanych aborygenom odkrywa się co jakiś czas złoża cennych minerałów. Ziemie zyskujące na wartości wskutek atrakcyjnych inwestycji okazują się nagle "świętymi miejscami" poszczególnych klanów. Obecny premier Australii Howard przeprosił "stracone pokolenie" tylko we własnym imieniu. Wywołało to oburzenie opozycji i płomienną mowę w parlamencie jej przywódcy Kima Beasleya, który w finale swego wystąpienia rozpłakał się. Beasley jest tęgim politykiem (dosłownie i w przenośni). Reakcje były jednoznaczne. Nawet jeśli udawał - zrobił to doskonale. Tożsamość narodu buduje się na narodowej dumie i na narodowym wstydzie. Na triumfach i klęskach. Tylko wówczas możliwe jest pojednanie. Innym narodowym wstydem Australii jest jej udział w wojnie wietnamskiej. Mija 31 lat od zwycięskiej dla Australijczyków bitwy o Long Tan i - jak piszą publicyści - jej bohaterowie nadal nie mogą się doczekać uznania od własnego państwa. Państwa, które ich posłało do Wietnamu, by się bili i ginęli. "Fakt, że ich bohaterstwo objawiło się na wojnie, która okazała się politycznie niepopularna, nie sprawia, że nie zasługują na uznanie ze strony narodu" - pisze komentator "The West Australian". Weterani pocieszają się przyklejaniem na szybach swoich samochodów stickerów z napisem "Byłem w Wietnamie i dumny jestem z tego". Przeciwnicy uhonorowania wietnamskich heroizmów listą odznaczeń twierdzą, że wojna nie zakończyła się wyraźnym rezultatem i dekorowanie jej uczestników mogłoby zostać odebrane jako nieodpowiednie czczenie zwycięstwa. Wspomniany premier Australii Keating, pierwszy przywódca państwa, który odwiedził Wietnam po wojnie, nie zająknął się nawet o poległych tam żołnierzach z własnego kraju. Obecnie rządzący liberałowie uznanie zasług weteranów z Wietnamu traktowali jako jedno z haseł wyborczych. Realizację tego hasła odsuwają najwyraźniej w nieokreśloną przyszłość... Podobnie jak w wypadku straconego pokolenia trudno tu o jednoznaczne analogie. Czy wstydem był udział w wojnie w Wietnamie, czy wstydem jest omijanie problemu jej weteranów, którzy wykonywali rozkazy, w dobrej wierze służenia swemu krajowi przeciw komunistycznemu zagrożeniu? Wniosek jest ten sam: bez otwartego mówienia o przeszłości, choćby najtrudniejszej i najwstydliwszej, niemożliwe jest pojednanie z teraźniejszością. Pewien rosyjski poeta pisał kiedyś, że ciemność rodzi pogłoski, pogłoski rodzą plotki, plotki rodzą poglądy - w świetle takich poglądów o jakim świetle może być mowa? Uczestnicy jedynej zwycięskiej wojny toczonej przez PRL w 1968 roku na terenie Czechosłowacji zostali zapewne uhonorowani w odpowiedni na owe czasy sposób. Ale ta "wojna" pozostaje naszym przemilczanym wstydem. Przed laty, w pociągu do Zakopanego, byłem świadkiem wymiany zdań pomiędzy Czechem a Polakiem. Czech był typowym "Szwejkiem", pulchnym, dowcipnym, pogodnie dobrotliwym. Opowiadał, jak sobie daje radę w interesach. Polak o aparycji i sylwetce narciarskiego trenera wyskoczył z komentarzem: - W interesach może jesteście dobrzy. Ale w '68, jakeśmy byli w Hradec Kralowe, to przed jednym naszym komandosem spiep... równo, w kilkudziesięciu! - No tak - kiwnął głową "Szwejk". - Okupanty. - Nie, skąd! - oburzał się weteran. - My! Nasi! Myślę, że 30 lat później, na gruzach komunizmu, jest jeszcze wielu, którzy z nostalgią wspominają swoje heroizmy. Nikt ich nie nauczył wstydu. Nie objawił, że "to, co robili - degradowało ich samych".
"Myślę, więc nie ma mnie
na forum Mój adres
skonfiskowano Mówię
tak to ja jeszcze ja Poznaję
Co słychać Ano po staremu"
[Jerzy Ficowski]
Odpowiedz
#55
Thomasie i inni. Doceniam Waszą inicjatywę, ale jeszcze raz przypomnę, że jeśli chodzi o GW to wszystko co ukazało się w niej do 2000 r. możecie już sobie darować jest to już przejrzane, skopiowane i czeka jedynie na opracowanie. Po prostu szkoda Waszej pracy i czasu.
A to co podałeś Thomasie jest już nawet na stronie w felietonach:
<!-- m --><a class="postlink" href="http://www.kaczmarski.art.pl/tworczosc/epika/w_naczyniu_wedrownym.php">http://www.kaczmarski.art.pl/tworczosc/ ... rownym.php</a><!-- m -->
<!-- m --><a class="postlink" href="http://www.kaczmarski.art.pl/tworczosc/epika/australijskie.php">http://www.kaczmarski.art.pl/tworczosc/ ... ijskie.php</a><!-- m -->
Być wciąż spragnionym - to nektar istnienia.
Odpowiedz
#56
O kurde !
A ja nawet sprawdzalem ale sie nie doszukalem.
Sorki.
"Myślę, więc nie ma mnie
na forum Mój adres
skonfiskowano Mówię
tak to ja jeszcze ja Poznaję
Co słychać Ano po staremu"
[Jerzy Ficowski]
Odpowiedz
#57
Nie mogę już edytować posta. Miał być: "Ład"

Właśnie zauważyłam, ile się tu dzieje Smile.

Już niedługo zamieszczę to co był w PBL.

Niestety pozostaje większa część pracy, czyli odnalezienie tego w bibliotekach i skopiowanie. Na to niestety nie mam czasu.

Pozdrawiam Smile

[ Dodano: 26 Maj 2008, 15:47 ]
Polska Bibliografia Literacka jest dość trudna w użyciu, ale jest naprawdę kopalnią:

1. Kolejne tłumaczenie wiersza WW „Pada ciemność na twarz – przemóż dreszcz” – „TeMI” 1981, 4, s. 8

Zwracam na to uwagę, bo w zasadzie nie miałam pojęcia, że wiersz ten jest tłumaczeniem

Wrocław - Biblioteka Uniwersytecka we Wrocławiu
Toruń - Biblioteka Uniwersytecka w Toruniu
Warszawa - Biblioteki Uniwersytetu Warszawskiego


2. Wiersze dedykowane Jackowi Kaczmarskiemu

- Tadeusz Karolak „Polowanie” – w tomiku wierszy „ Na fali”

Wrocław - Zakład Narodowy im. Ossolińskich we Wrocławiu
Łódź - Biblioteka Uniwersytetu Łódzkiego
Kielce - Biblioteka Główna Uniwersytetu Humanistyczno-Przyrodniczego w Kielcach

- Holzer Ryszard „Noc w dzielnicy robotniczej” – „Akcent”, 1981, 2, s. 34-36 – dostępne w większości bibliotek uniwersyteckich w Polsce


3. Wywiady:

- Kabaret „Pod Budą” rozm. A. Bierzgalski – „Świat Młodych”, 1981, nr 27, s. 5

Wrocław - Zakład Narodowy im. Ossolińskich we Wrocławiu
Gdańsk - Biblioteka Uniwersytetu Gdańskiego
Kielce - Biblioteka Główna Uniwersytetu Humanistyczno-Przyrodniczego w Kielcach

-rozm. J. Chesnaux - „La Quinzaine Litteraire” 1982, z. 1-15 III

Lublin - Biblioteka Główna UMCS w Lublinie
Lublin - Biblioteka Uniwersytecka KUL
Łódź - Biblioteka Uniwersytetu Łódzkiego
Kraków - Biblioteka Jagiellońska i Biblioteka Medyczna Collegium Medicum
Kraków - Biblioteka Naukowa PAU i PAN w Krakowie
Warszawa - Biblioteki Uniwersytetu Warszawskiego


4. Artykuły:

- „Jacek Kaczmarski – poeta buntu” W. Zetor – „Tydzień Polski” [Londyn], 1982, nr 23, s. 10

Wrocław - Biblioteka Uniwersytecka we Wrocławiu
Wrocław - Zakład Narodowy im. Ossolińskich we Wrocławiu
Toruń - Biblioteka Uniwersytecka w Toruniu
Lublin - Biblioteka Uniwersytecka KUL
Warszawa - Biblioteka Publiczna m. st. Warszawy
Gdańsk - Biblioteka Gdańska PAN
Gdańsk - Biblioteka Uniwersytetu Gdańskiego

-

5. Książki, w których jakoś tam JK zaistniał:

- „Jedyną ich wadą był wiek poborowy : śpiewnik dla żołnierzy i rekrutów”, Warszawa, 1985

Warszawa - Biblioteka Publiczna m. st. Warszawy
Białystok - Biblioteka Uniwersytecka w Białymstoku
Kielce - Biblioteka Główna Uniwersytetu Humanistyczno-Przyrodniczego w Kielcach


6. Recenzje:

- Rec. „Wiersze i piosenki” - „Kultura” [Paryż], 1983, nr 10, s. 144-149 Katz Hewetson

- Rec. „Zaśpiewać na barykadzie młodości” J. Poprawa – „Polityka”, 1984, nr 52 R. M. Groński, s. 14, „Dziennik Polski”, 1984, nr 254, s. 4, 8 W Krupiński, „Szpilki”, 1984, nr 50, s. 15 M. Wrzesińska

- Rec. „Gabinet figur radiowych” – „Archipelag”, 1985, nr 7/8, s. 100-101 W. Krzyżanowski, „Archipelag”, 1985, nr 9/10, s. 88-90 A. Rosenbusch

Wrocław - Zakład Narodowy im. Ossolińskich we Wrocławiu
Toruń - Biblioteka Uniwersytecka w Toruniu
Kraków - Biblioteka Naukowa PAU i PAN w Krakowie
Gdańsk - Biblioteka Uniwersytetu Gdańskiego

Te dwie ostatnie pozycje jakoś tam zahaczają o twórczość JK, więc może i recenzent coś o nim pisze.

7. Inne:

- „Trybuna Ludu”, 1985, nr 103, s. 4, M. Misiorny [polemika z wypowiedzią Jacka Kaczmarskiego na temat pożaru w Radiu „Wolna Europa”] – na dane bibliograficzne tej wypowiedzi nie trafiłam, ale powinny być w tym artykule.



PS1. Resztę muszę sprawdzić, bo coś niewyraźnie napisałam. Przy okazji przejrzę jeszcze lata 1986-1988. Ale to najszybciej w środę.

PS2. Przy większości podałam też miejsca w Polsce, gdzie można znaleźć te czasopisma. Oczywiście nie jest to pełna lista, bo nie wszystkie biblioteki mają zbiory skatalogowane w Internecie. No, ale może to ułatwić poszukiwania Smile
Jestem egzemplarz człowieka
- diabli, czyśćcowy i boski.
Odpowiedz
#58
Ola napisał(a):-rozm. J. Chesnaux - „La Quinzaine Litteraire” 1982, z. 1-15 III
Moge sprobowac przetlumaczyc, do spolki z czeladnikiem...
"Myślę, więc nie ma mnie
na forum Mój adres
skonfiskowano Mówię
tak to ja jeszcze ja Poznaję
Co słychać Ano po staremu"
[Jerzy Ficowski]
Odpowiedz
#59
Kłapo, jak poszukiwania? Byłaś, znalazłaś coś?
[size=85]My chcemy Boga w rodzin kole,
W troskach rodziców, dziatek snach.
My chcemy Boga w książce, w szkole,
W godzinach wytchnień, w pracy dniach.
[/size]
[b]"Poza Kościołem NIE MA zbawienia"[/b]
Odpowiedz
#60
Znaleźć, znalazłam. Na razie biegam i dzwonie, bo się sezon zaczął i z racji mojej "profesji" sporo zleceń się na głowę posypało - toteż chwilowo nie mam czasu zajść do Biblioteki (tym bardziej, że babeczka wydająca zgodę na zrobienie zdjęć artykułom jest tylko dwa razy w tygodniu). Ale obiecuję, że jak znajdę chwilę wolnego (i to wolne będzie się pokrywać z godzinami urzędowania dyrektorki PANu), to wszystko załatwię. Masz moje słowo Smile (rzekłabym - słowo harcerza, ale harcerzem nigdy nie byłam.)
"Pochlebcy nie najszczytniejszych gustów - starzy kuglarze."
www.flagrantis.pl
Odpowiedz


Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
  Wywiady audio 2DH 5 2,004 09-21-2005, 05:39 PM
Ostatni post: Artur
  Wywiady, wywiady po diabła wywiady Niktważny 19 5,574 12-10-2004, 09:39 PM
Ostatni post: thomas.neverny@noos.fr
  Wywiady radiowe na stronie lmr 3 1,812 07-29-2004, 07:29 PM
Ostatni post: Artur

Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości