Ocena wątku:
  • 0 głosów - średnia: 0
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Krotkie opowiadanko...
#1
Wersja ta sama co niżej. Poprawiona, raczej ostateczna Wink

----------
Szum w uszach nie dziwił Adama. W końcu pierwszy raz pił wódkę w takiej ilości. Nie wypadało bowiem nie wypić swojego zdrowia z ojcem, dziadkiem, wujkiem, bratem... Kiedy już leżał w łóżku, a sufit jak na złość uciekał przed jego wzrokiem - zastanawiał się nad przyszłością. Skończył 18 lat i wkraczał w poważne, dorosłe życie. Jak to wyraził dziadek Stanisław przy którymś z kolei kieliszku: "Teraz to dopiero będziesz żył, młody..." Nietypowe myśli ustąpiły ogarniającemu go już od jakiegoś czasu snu.
Następnego dnia już go nie trapiły żadne wątpliwości. Martwił się teraz jedynie o dostatek wody i odpowiednio miękką poduszkę. Była środa, więc do szkoły miał dziś na popołudnie, ale po przebudzeniu bardzo krótko cieszył się miękką pościelą. Zaraz przyszła jego matka i zaczęła rozmowę:
- Dzień dobry s y n u
- Komu dobry temu dobry... chce mi się jeszcze spać...
- Dziś musimy poważnie porozmawiać. Jesteś już dorosły, więc powinieneś kilka spraw wiedzieć i rozumieć.
- Ale...
- Mamy z ojcem nadzieję, że trochę szczerości ci nie zaszkodzi... Zbyt mało prawdy w tym domu... - Już nie do swego syna, a gdzieś w przestrzeń powiedziała matka.
Adam rozumiejąc, że coś się musiało wczoraj stać podczas jego zmagań z szalejącym sufitem, zebrał się w sobie i z trudem dźwignął się na nogi. Dopił resztki wody i ruszył (jak sobie wtedy pomyślał): "by stawić czoło dorosłemu życiu".
Pakując rzeczy do szkoły Adam próbował sobie przypomnieć to, co wydarzyło się podczas śniadania. Pamiętał niewiele - dziwne spojrzenia, które wymieniali między sobą rodzice, słowa matki - "Jedz synku, bo wystygnie" i słowa ojca - "Adoptowaliśmy cię". Chyba jeszcze nie bardzo rozumiał. Natłok myśli i emocji sprawił, że spakował zamiast matematyki Playboya, zamiast fizyki swój śpiewnik, a zamiast chemii Biblię. Strasznie chciało mu się jeszcze pić, przez co zapomniał kanapek, a zabrał ze sobą piwo z lodówki. Poszedł więc do szkoły, bez kanapek, klucza do domu, podręczników, po dziwnej ulicy, na której chyba nigdy w życiu jeszcze nie był. W porę się zorientował, dzięki jakiemuś pijaczkowi, który prosił szefa o datek na piwo. Wyrozumiały szef sypnął groszem z kieszeni i zorientował się, że poszedł w złą stronę. Łatwo można sobie wyobrazić, że nauczycielka j. polskiego nie chciała mu uwierzyć, iż zabłądził. Za dwadzieścia minut spóźnienia zapłacił jedynką (z odpowiedzi) oraz dodatkową pracą domową. Miotała nim złość na przemian z rezygnacją. Gdy zobaczył na przerwie w łazience jego dziewczynę całującą się z jakimś chłopakiem - złość wzięła górę... Skończyło się na dywaniku u dyrektora. Następna nagana regulaminowo relegowała ucznia. Kiedy ksiądz potknął się o plecak "szefa", a z niego wypadły Playboy i Pismo Święte, nie było trzeba wiele aby ksiądz zaprowadził Adama do dyrektora. Dyrektor - postawny, wysoki i gruby człowiek (zapewne ze strasznymi kompleksami) pytał go co to ma znaczyć. Dzwonił do rodziców, lecz tych nie było w domu. Wyrzucił delikwenta ze szkoły, mówiąc coś o rodzicach i ich wizycie w szkole. W coraz większym szoku, na ławce przed szkołą zastanawiał się co zrobić. Chciał coś naprawić, lecz wszystko odwracało się przeciwko niemu. W plecaku zostało mu jeszcze piwo (odetchnął z ulgą) i zdecydował, że jeszcze dziś porozmawia z księdzem. PRzedtem jednak, już bardziej opanowany i zrezygnowany niż wściekły, poszedł na spacer, by spokojnie pomyśleć i zrobić coś z tym piwem.
Po krótkiej wędrówce znalazł się w parku, dostrzegł miłą ławkę w cieniu sporego klonu. Popatrzył chwilę na chmury, a twarz jego blada i ponura sprawiała straszne wrażenie. Nawet przechodzący obok niewielki pies, zapiszczał na jego smętny widok. Opuścił wtedy głowę, a łokcie oparł o kolana. Przez jakiś czas, słyszał tylko kroki przechodzących obok ludzi i śmiechy zadowolonych dzieci. Później, już nic nie słyszał. Obudził go z transu jakiś człowiek ze sporą torbą, najprawdopodobniej kloszard. Usiadł dość blisko Adama, przez co ten bez trudu poczuł ostry odór wódki pomieszany ze smrodem papierosów. Chciał wstać, ale nieznajomy powiedział basowym, ochrypłym głosem:
- Przecież i tak nie masz nic do roboty... Mylę się?
-Tak!... To znaczy nie! Myli się pan!
- Ale czasu masz masz aż nazbyt wiele, mylę się?
- Tak!... To znaczy nie!... Czego pan w ogóle ode mnie chce?!
- Widzę, że to ty czegoś chcesz... Mylę się?
- Tak!... To znaczy... A niech to szlak! - wzburzył się Adam, któremu pomyśleć trzeźwo i spokojnie było nader trudno.
- Napiłbym się piwa - powiedział, przeciągając się mężczyzna. Ponure oczy osiemnastolatka mimochodem spojrzały na plecak.
- Panie, daj pan mi spokój. Idź żebrać gdzie indziej.
- Ale ja nie żebrzę, widzę tylko, żeś nie w humorze. A świat przecież jest piękny, życie krótke... Za krótkie, żeby siedzieć w ten sposób, mylę się?
- Czego pan znowu chce!?
- Ano, otwórz to piwo, to ci powiem. Chyba masz tam coś? Mylę się?
Adam rozejrzał się dookoła, wyjął piwo z plecaka i cisnął w ręce kloszarda.
- Nie, powiedziałem otwórz to piwo. I wypij! Na zdrowie!
Dostał je z powrotem i wypił połowę. Poczuł, że ma już dość, więc oddał resztę do rąk natrętnego przechodnia. Ten wypił do dna, puszkę zgniótł i włożył do swojej torby.
- A więc nie myliłem się - powiedział z zadowoleniem i ciągnął swym ochrypłym głosem dalej -
- Młody człowieku, ostatnio spotkałem tutaj takiego jak ty. Zostawiłem go w odróżnieniu od ciebie w spokoju. Gdy zobaczyłem następnego tygodnia jego bladą twarz na dworcu z woreczkiem butapernu, żałowałem, że nie przysiadłem się do niego.
- I po co pan mi to mówi? Ja nie jestem jakiś ćpun!
- Ale też jesteś młodym człowiekiem. Widzisz, siedzisz tutaj już cztery godziny. Ja zaglądam do koszy i przysiadam się do ludzi już osiem godzin.
- No i co z tego?
- Nic. - odpowiedział włóczęga i popatrzył się na ziemię. Po tych paru łykach piwa znowu zrodziło się w Adamie nieco energii.
- Pan nic o mnie nie wie... Mam straszny dzień... Wiele mnie dziś zabolało... - z trudem mamrotał Adam
- Pewnie sporo się młody człowieku dowiedziałeś? Widzisz, wiedza podobno szkoło, a prawda w oczy kole. Ale tylko ludzi nieświadomych. Uświadom sobie chłopcze, że przeszłości nie zmienisz. Wiesz, gdzie znalazłem piękno i sens życia? W poszukiwaniu. O nie! Nie puszek, ale prawdy. A wiesz co jest najlepsze? Że jeszcze nigdzie tej prawdy nie znalazłem.
- Nie rozumie, zbyt filozoficznie pan prawi.
- Rozumiesz, rozumiesz - stwierdził kloszard po czym dodał : "Mylę się?"
Adam wstał. Sięgnął do kieszeni by sprawdzić, czy zostały mu jakieś miedziaki. Niestety kieszeń była pusta.
- Zostaw to. Ja sobie poradzę, myśl o sobie. Prawda jest piękna, mylę się?
- Myli się pan! Gdyby nie było prawdy nie byłoby obłudy! Prawda jest straszna...
***
Odpowiedz
#2
Morał: wódka jest zła!
[b][i][size=75]ukončite prosím výstup a nástup, dveře se zavírají[/b][/i][/size]
Odpowiedz
#3
Całkiem nieźle Smile, ale
Zbigniew napisał(a):Postanowił zrobić użytek ze swego paska i drzewa...
wydaje się jakieś takie mało dramatyczne...
"In the city od blinding lights..."

--------------------------
http://www.triadapoetica.art.pl
http://www.gentlemanschoice.pl
http://www.krest.pl
Odpowiedz
#4
Masz rację. Pomyślę nad tym w wolnej chwili, bo wczoraj już nie miałem sił czegoś lepszego wymyślić.
Odpowiedz
#5
To opowiadanie jest niestety śmieszne. Chłopaka spotyka tyle przykrych rzeczy, że aż dziw, że po drodze pod to drzewo nie rozjechał go tir.

Przecież nie ma żadnego uzasadnienia, dlaczego spotkało go tyle rzeczy akurat w dzień, kiedy dowiedział się o adopcji.

Poza tym wydaje mi się, że trochę naciągasz rzeczywistość, żeby tylko ktoś dokopał bohaterowi. Przecież ksiądz wysłuchuje latami tych samych grzechów i śmiać mógłby się tylko z grzechów dziecka, a nie 18latka (Kraśny, mam nadzieję, że zniesiesz jajko zanim wymyślisz jakiś żart na ten temat). Ciężko dostać jedynkę za spóźnienie. Ciężko wylecieć ze szkoły, nawet jeśli w regulaminie jest na pisane, że dwa ostrzeżenia i wylatujesz. Szczególnie za playboya!

Moim zdaniem popracuj nad wiarygodnością bohatera. Może zredukuj liczbę przykrych rzeczy, jakie go spotykają na rzecz dramatu wewnętrznego, niech on choroba pomyśli na tym, co się wydarzyło. Przecież on nie myśli! Streszczasz tylko te wypadki, a i tak nie widzę powodu, dla którego on się wiesza.

Przyszła mi jeszcze taka rzecz do głowy: może to nie jest opowiadanie o adopcji? Może on się nie wiesza, bo świat mu runął na głowę z tego powodu, tylko z jakiegoś innego? Jakiego?

Bardzo jestem ciekawa, co zrobisz z tym tekstem!

Pozdrawiam!
Odpowiedz
#6
Edyta napisał(a):Przecież nie ma żadnego uzasadnienia, dlaczego spotkało go tyle rzeczy akurat w dzień, kiedy dowiedział się o adopcji.
Nawet nie umiesz sobie wyobrazić ile złych rzeczy może się przydarzyć człowiekowi jednego dnia. Ot, tak po prostu. Człowiek wstaje rano i nawet się nie spodziewa, że wieczorem będzie już innym człowiekiem a i świat dookoła też jest zupełnie inny Sad.

Jedno uderzenie skrzydeł motyla może wywołać huragan na drugiej półkuli. Nawet nie wiesz ile w tym prawdy, niestety.

Słonecznie pozdrawiam
Ola
Jestem egzemplarz człowieka
- diabli, czyśćcowy i boski.
Odpowiedz
#7
Ola napisał(a):Nawet nie umiesz sobie wyobrazić ile złych rzeczy może się przydarzyć człowiekowi jednego dnia
Możliwe, bardzo możliwe!

Tylko czy to są te rzeczy, które prowadzą do samobójstwa dorosłego chłopaka?

Trzeba przekonać jakoś czytelnika, że akurat jego spotkało to wszystko i że to było tak straszne, że nie chciał dalej żyć. A nie wymienić: wstał, na kacu, adopcja, biblia, świerszczyk, zabłądził itp.
Odpowiedz
#8
Edyta napisał(a):Poza tym wydaje mi się, że trochę naciągasz rzeczywistość, żeby tylko ktoś dokopał bohaterowi
Masz rację. W opowiadaniu więc, wszystko musi być realistyczne? Przestanę zatem pisać opowiadania Smile.
Edyta napisał(a):Przecież ksiądz wysłuchuje latami tych samych grzechów i śmiać mógłby się tylko z grzechów dziecka,
Tu nie wiem czy masz rację, bardzo możliwe. Do poprawienia ten fragment. No i trochę tam nieścisłości... mam czas do jakiejś 3:00 Tongue.
Edyta napisał(a):Ciężko dostać jedynkę za spóźnienie. Ciężko wylecieć ze szkoły, nawet jeśli w regulaminie jest na pisane, że dwa ostrzeżenia i wylatujesz. Szczególnie za playboya!
Można sobie wywnioskować, że ta jedynka to za odpowiedź. Jeśli niezbyt to jasne to może coś dodam. Poza tym, wcale nie tak ciężko wylecieć ze szkoły Wink. Zwłaszcza za playboya na lekcji religii ;> Ale dorzucę do tego jeszcze piwo, konserwatywnego dyrektora i będzie ok!
Edyta napisał(a):Tylko czy to są te rzeczy, które prowadzą do samobójstwa dorosłego chłopaka?
No, trochę za mało mu tam dokopałem. Następnym razem będzie lepiej! W ogóle te samobójstwo jest bardzo na siłę. Chyba w ogóle je usunę.

Tekst, jest trochę śmiesznawy czasami, bo nie chciałem tego robić zupełnie i śmiertelnie poważnie. Piszę te opowiadanie, żeby móc posłużyć się paroma przykładami w pewnej pracy - odnośnie obłudy i prawdy. Ale nie wyszło za bardzo... Przynajmniej teraz wiem konkretniej co poprawić, dzięki za komentarz.

[ Dodano: 13 Grudzień 2006, 23:39 ]
***
Szum w uszach nie dziwił Adama. W końcu pierwszy raz pił wódkę w takiej ilości. Nie wypadało bowiem nie wypić swojego zdrowia z ojcem, dziadkiem, wujkiem, bratem... Kiedy już leżał w łóżku, a sufit jak na złość uciekał przed jego wzrokiem - zastanawiał się nad przyszłością. Skończył 18 lat i wkraczał w poważne, dorosłe życie. Jak to wyraził dziadek Stanisław przy którymś z kolei kieliszku: "Teraz to dopiero będziesz żył, młody..." Nietypowe myśli ustąpiły ogarniającemu go już od jakiegoś czasu snu.
Następnego dnia już go nie trapiły żadne wątpliwości. Martwił się teraz jedynie o dostatek wody i odpowiednio miękką poduszkę. Była środa, więc do szkoły miał dziś na popołudnie, ale po przebudzeniu bardzo krótko cieszył się miękką pościelą. Zaraz przyszła jego matka i zaczęła rozmowę:
- Dzień dobry s y n u
- Komu dobry temu dobry... chce mi się jeszcze spać...
- Dziś musimy poważnie porozmawiać. Jesteś już dorosły, więc powinieneś kilka spraw wiedzieć i rozumieć.
- Ale...
- Mamy z ojcem nadzieję, że trochę szczerości ci nie zaszkodzi... Zbyt mało prawdy w tym domu... - Już nie do swego syna, a gdzieś w przestrzeń powiedziała matka.
Adam rozumiejąc, że coś się musiało wczoraj stać podczas jego zmagań z szalejącym sufitem, zebrał się w sobie i z trudem dźwignął się na nogi. Dopił resztki wody i ruszył (jak sobie wtedy pomyślał): "by stawić czoło dorosłemu życiu".
Pakując rzeczy do szkoły Adam próbował sobie przypomnieć to, co wydarzyło się podczas śniadania. Pamiętał niewiele - dziwne spojrzenia, które wymieniali między sobą rodzice, słowa matki - "Jedz synku, bo wystygnie" i słowa ojca - "Adoptowaliśmy cię". Chyba jeszcze nie bardzo rozumiał. Natłok myśli i emocji sprawił, że spakował zamiast matematyki Playboya, zamiast fizyki swój śpiewnik, a zamiast chemii Biblię. Strasznie chciało mu się jeszcze pić, przez co zapomniał kanapek, a zabrał ze sobą piwo z lodówki. Poszedł więc do szkoły, bez kanapek, klucza do domu, podręczników, po dziwnej ulicy, na której chyba nigdy w życiu jeszcze nie był. W porę się zorientował, dzięki jakiemuś pijaczkowi, który prosił szefa o datek na piwo. Wyrozumiały szef sypnął groszem z kieszeni i zorientował się, że poszedł w złą stronę. Łatwo można sobie wyobrazić, że nauczycielka j. polskiego nie chciała mu uwierzyć, iż zabłądził. Za dwadzieścia minut spóźnienia zapłacił jedynką (z odpowiedzi) oraz dodatkową pracą domową. Miotała nim złość na przemian z rezygnacją. Gdy zobaczył na przerwie w łazience jego dziewczynę całującą się z jakimś chłopakiem - złość wzięła górę... Skończyło się na dywaniku u dyrektora. Następna nagana regulaminowo relegowała ucznia. Kiedy ksiądz potknął się o plecak "szefa", a z niego wypadły Playboy i Pismo Święte, nie było trzeba wiele aby ksiądz zaprowadził Adama do dyrektora. Dyrektor - postawny, wysoki i gruby człowiek (zapewne ze strasznymi kompleksami) pytał go co to ma znaczyć. Dzwonił do rodziców, lecz tych nie było w domu. Wyrzucił delikwenta ze szkoły, mówiąc coś o rodzicach i ich wizycie w szkole. W coraz większym szoku, na ławce przed szkołą zastanawiał się co zrobić. Chciał coś naprawić, lecz wszystko odwracało się przeciwko niemu. W plecaku zostało mu jeszcze piwo (odetchnął z ulgą) i zdecydował, że jeszcze dziś porozmawia z księdzem. PRzedtem jednak, już bardziej opanowany i zrezygnowany niż wściekły, poszedł na spacer, by spokojnie pomyśleć i zrobić coś z tym piwem.
Po krótkiej wędrówce znalazł się w parku, dostrzegł miłą ławkę w cieniu sporego klonu. Popatrzył chwilę na chmury, a twarz jego blada i ponura sprawiała straszne wrażenie. Nawet przechodzący obok niewielki pies, zapiszczał na jego smętny widok. Opuścił wtedy głowę, a łokcie oparł o kolana. Przez jakiś czas, słyszał tylko kroki przechodzących obok ludzi i śmiechy zadowolonych dzieci. Później, już nic nie słyszał. Obudził go z transu jakiś człowiek ze sporą torbą, najprawdopodobniej kloszard. Usiadł dość blisko Adama, przez co ten bez trudu poczuł ostry odór wódki pomieszany ze smrodem papierosów. Chciał wstać, ale nieznajomy powiedział basowym, ochrypłym głosem:
- Przecież i tak nie masz nic do roboty... Mylę się?
-Tak!... To znaczy nie! Myli się pan!
- Ale czasu masz masz aż nazbyt wiele, mylę się?
- Tak!... To znaczy nie!... Czego pan w ogóle ode mnie chce?!
- Widzę, że to ty czegoś chcesz... Mylę się?
- Tak!... To znaczy... A niech to szlak! - wzburzył się Adam, któremu pomyśleć trzeźwo i spokojnie było nader trudno.
- Napiłbym się piwa - powiedział, przeciągając się mężczyzna. Ponure oczy osiemnastolatka mimochodem spojrzały na plecak.
- Panie, daj pan mi spokój. Idź żebrać gdzie indziej.
- Ale ja nie żebrzę, widzę tylko, żeś nie w humorze. A świat przecież jest piękny, życie krótke... Za krótkie, żeby siedzieć w ten sposób, mylę się?
- Czego pan znowu chce!?
- Ano, otwórz to piwo, to ci powiem. Chyba masz tam coś? Mylę się?
Adam rozejrzał się dookoła, wyjął piwo z plecaka i cisnął w ręce kloszarda.
- Nie, powiedziałem otwórz to piwo. I wypij! Na zdrowie!
Dostał je z powrotem i wypił połowę. Poczuł, że ma już dość, więc oddał resztę do rąk natrętnego przechodnia. Ten wypił do dna, puszkę zgniótł i włożył do swojej torby.
- A więc nie myliłem się - powiedział z zadowoleniem i ciągnął swym ochrypłym głosem dalej -
- Młody człowieku, ostatnio spotkałem tutaj takiego jak ty. Zostawiłem go w odróżnieniu od ciebie w spokoju. Gdy zobaczyłem następnego tygodnia jego bladą twarz na dworcu z woreczkiem butapernu, żałowałem, że nie przysiadłem się do niego.
- I po co pan mi to mówi? Ja nie jestem jakiś ćpun!
- Ale też jesteś młodym człowiekiem. Widzisz, siedzisz tutaj już cztery godziny. Ja zaglądam do koszy i przysiadam się do ludzi już osiem godzin.
- No i co z tego?
- Nic. - odpowiedział włóczęga i popatrzył się na ziemię. Po tych paru łykach piwa znowu zrodziło się w Adamie nieco energii.
- Pan nic o mnie nie wie... Mam straszny dzień... Wiele mnie dziś zabolało... - z trudem mamrotał Adam
- Pewnie sporo się młody człowieku dowiedziałeś? Widzisz, wiedza podobno szkoło, a prawda w oczy kole. Ale tylko ludzi nieświadomych. Uświadom sobie chłopcze, że przeszłości nie zmienisz. Wiesz, gdzie znalazłem piękno i sens życia? W poszukiwaniu. O nie! Nie puszek, ale prawdy. A wiesz co jest najlepsze? Że jeszcze nigdzie tej prawdy nie znalazłem.
- Nie rozumie, zbyt filozoficznie pan prawi.
- Rozumiesz, rozumiesz - stwierdził kloszard po czym dodał : "Mylę się?"
Adam wstał. Sięgnął do kieszeni by sprawdzić, czy zostały mu jakieś miedziaki. Niestety kieszeń była pusta.
- Zostaw to. Ja sobie poradzę, myśl o sobie. Prawda jest piękna, mylę się?
- Myli się pan! Gdyby nie było prawdy nie byłoby obłudy! Prawda jest straszna...
***
Odpowiedz
#9
Mam kilka, subiektywnych oczywiście, uwag i wrażeń:

Początek zgrabny, podoba mi się takie dość klarowne przedstawienie sytuacji bohatera, wejście w akcję. Przynajmniej chce się dalej czytać.
Potem jednak, nie wiem - może chodziło tu o oddanie dynamizmu, chodzi mi o opis tego, co się wydarzyło w szkole, następuje takie... no nie wiem, jak to nazwać... Miałem po prostu wrażenie, że chcesz to jak najszybciej napisać, skończyć tą kwestię, jakby ten fragment musiał istnieć, ale nie było czasu (?) go "dopracować", jakbyś chciał to mieć już za sobą. Wygląda jak wiadomości radiowe - szybko, krótko i bez zatrzymania.
Za to bardzo podobają mi się dialogi. Mają one tę cechę, że nieco spowalniają akcję (w moim odczuciu).

Ogólnie - pozytywnie!

Pozdrawiam serdecznie -
Pietrek_C
Odpowiedz
#10
Ta rozmowa z kloszardem trąci takim brakiem realizmu, że aż fantastyką Wink
Jednocześnie mam nadzieję, że rozumiem zamysł, iż tak ma być. Ogólnie w porządku ale też sugerował większy nacisk na bohatera. Wszystko dzieje sie niejako wokół, a nie w nim (taki banalny przyład - siedział cztery godziny w parku zanim przyszedł kloszard. Co sie z (w) nim działo? Spał?)

Ogólnie na plus, piwko za całokształt Wink
Problemem nie jest sam problem, ale twoje podejście do niego
Odpowiedz
#11
adam_marian napisał(a):Spał?
Był w transie. Wszak:
Zbigniew napisał(a):Obudził go z transu jakiś człowiek ze sporą torbą
Pietrek_C, masz rację. Moja ignorancja i wytrzymałość (3:00 w nocy to granica) trochę zepsuła tekst. Następnym razem termin mnie nie będzie gonił na pewno, więc jeśli będzie się można do czegoś przyczepić to do braku mojego talentu, wyczucia, umiejętności, etc. (z resztą, teraz też można się do tego przyczepić, ale może będzie lepiej ;] )
Odpowiedz
#12
Zbigniew napisał(a):Był w transie
Jak był w transie i nic kompletnie nie myślał (a nie znalazłem nic o tym procesie Wink ) to tak jakby przekimał Big Grin
Problemem nie jest sam problem, ale twoje podejście do niego
Odpowiedz
#13
No powiedzmy... ;] Trans tutaj, oznaczał stan - pół na jawie - pół w swoich myślach, gdzie czas nie ma znaczenia... Chyba jasne Tongue, a jak nie jasne, to współczuje, bo ciekawe zjawisko Wink .
Odpowiedz
#14
Zbigniew napisał(a):Trans tutaj, oznaczał stan - pół na jawie - pół w swoich myślach, gdzie czas nie ma znaczenia...
To możnaby tak troszkę o tych myślach Wink
Tylko poczucie humoru nas może ocalić.

"Kaczmar nie wygrałby "Nadziei". Kaczmar nawet by się nie zakwalifikował ze względu na brak elementu autorskiego." - Zeratul
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości