Ocena wątku:
  • 0 głosów - średnia: 0
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Przesłuchanie
#1
Wasia widzi już z daleka. Na werandzie bistro, naprzeciw głównej kwatery, siedzi rotmistrz Sołomin w towarzystwie jeszcze czterech oficerów. Piją od wczoraj wieczór.
Wasia sprężystym krokiem przecina plac i zatrzymuje się przed werandą:
- Wasze blagorodje, melduję posłusznie, sprowadzam zbiega. Zwiał wczoraj w nocy zmyliwszy straże na tamtą stronę Sekwany. Schwytano go na mieście i odstawiano do naszych przednich posterunków.
- Dooobrze! - mówi rotmistrz Sołomin, podnosząc oczy, pod których spojrzeniem Wasia pręży się jak struna.
- Dać go tu bliżej!
Oficerowie czują: będzie heca. Z rotmistrza kawalarz, umie się zabawić. Z ciekawością przysuwają się bliżej.
Chudy, piegowaty Żydek drży jak liść. - Bliżej - powtarza obojętnie rotmistrz Sołomin. - Odpowiadać krótko i węzłowato. Jakiego wyznania?
Żyd milczy. Po cóż mówić? I tak wszystko przepadło.
- Wyznania mojżeszowego?
Oficerowie, przeczuwając efektowne widowisko, parskają śmiechem.
- Cóż to, niemowa, czy co? Czy też nie rozumie delikatnie? Pytam, się: Żyd?
- Nie... - pobladłymi wargami bełkoce chłopak.
Odpowiada mu wybuch śmiechu rozbawionych oficerów.
- Czekajcie, panowie, cóż w tym śmiesznego? mówi rozciągając słowa rotmistrz Sołomin. - Nos niczego jeszcze nie dowodzi. Czasami mama się zapatrzy. Skoro mówi, że nie, to nie.
Oficerowie zrywają boki, zakochanymi oczyma spogladając na rotmistrza.
- Przeżegnaj się - cedzi rotmistrz.
Chłopak kurczowo skręconymi palcami próbuje nakreślić znak krzyża. Drżąca ręka nie trafia na ramię, myli się, kreśli w powietrzu jakiś dziwny zakrętas.
Wtóruje jej głośny ryk śmiechu podochoconych oficerów.
- Niezupełnie tak - mówi z niezmąconym spokojem rotmistrz Sołomin. - To się zdarza. Brak wprawy... Jeszcze raz, powoli a dokładnie.
Chłopak zakreśla ręką mniej więcej prawidłowy zygzak.
- Tak, teraz już było znacznie lepiej. No, czy nie mówiłem wam? Nos jeszcze niczego nie dowodzi. Od razu widać, że prawosławny. Żebyście nie mieli więcej wątpliwości, spuśćcie mu tam, chłopcy, spodnie!
Chłopak gestem zawstydzonej gracji zaciska ręce dokoła wstydliwego miejsca. Wasia i dwóch innych szeregowców rzucają się na niego i rozpinają mu przemocą spodnie. Chłopak szamoce się bezsilnie. Zdarte siłą spodnie bezkształtnymi obarzankami ześlizgują się na ziemię pod ryk ogólnego śmiechu.
- Ach, tak? - wykrzykuje z udanym oburzeniem Sołomin. - To ja tu, można powiedzieć, piersią własną cię zasłaniam, na słowo ci wierzę, a ty, bratku, kłamiesz? Krzyż święty niechrzczoną ręką plugawisz? Wiary własnej się wypierasz? Tego się po tobie nie spodziewałem.
Chłopak podnosi i zapina niepotrzebne, nieposłuszne spodnie. Długo nie może natrafić na właściwy guzik.
- Przeszukać mu tam kieszenie, chłopcy! - mówi rotmistrz Sołomin.
Trzy pary chciwych rąk wciskają się w zanadrze, przetrząsają kieszenie, odrywają podszewkę eleganckiego ubranka i, wyciagnąwszy z triumfem jakiś zeszycik - sowiecki paszport - podają go rotmistrzowi.
- Taaaak... - przeciaga rotmistrz. - Tak trzeba było mówić od razu. Poprosić: przepustkę do Belleville. Czemu nie? Któż to widział uciekać tak po nocy, w dodatku paszport zaszywać pod podszewkę. A, brzydko! No, żeby mi to było ostatni raz!
Rotmistrz Sołomin zwraca paszport.
- Włożyć mu z powrotem do kieszeni! A teraz wiej!
Chłopak nie rozumie, patrzy wybałuszonymi tępo oczyma na rotmistrza.
- Zmykaj! Żebym cię tu więcej nie widział!
Żyd robi niezdecydowany krok naprzód, jakby chciał paść Sołominowi do nóg, zatrzymuje się, patrzy na uśmiechnięte twarze oficerów, odwraca się i zaczyna biec przed siebie wzdłuż muru, z początku wolno, potem coraz prędzej. Już jest prawie na rogu.
- Czekaj! - woła za nim rotmistrz Sołomin.
Chłopak zatrzymuje się i odwraca wylękły, niezdecydowany.
- Czekaj, zapomniałem postawić ci na twoim paszporcie pieczątkę - mówi Sołomin -posyłając w ślad za nim kulę z nagana.
Żyd pada na wznak z rozcapierzonymi niezgrabnie rękoma.
Wasia zna się na rzeczy, chwyta w lot. Karabin przewiesił przez ramię, biegnie na róg, gdzie leży chłopak, pochyla się nad nim, wyciąga mu z zanadrza jakiś przedmiot i wymachując nim w powietrzu, powraca biegiem do oficerów.
- W sam środek! - woła z daleka, potrząsając małą czerwoną książeczką.
Wystrzępiony sowiecki paszport przedziurawiony jest w środku na wylot i dokoła otworu od kuli czerwoną obwódką pieczątki zakrzepła krew.
Oficerowie ze szmerem uznania podają sobie z rąk do rąk małą czerwoną książeczkę.
- No, czas spać - mówi, odsuwając krzesło i bębniąc szpicrutą po cholewie, rotmistrz Sołomin. Radzę panom zrobić to samo. Za dwie godziny muszę być w Pałacu Burbońskim. Wyspać się przecież też kiedyś trzeba. Do widzenia - do wieczora.
Odpowiedz
#2
Hmmm..
Odpowiedz
#3
Co, hmm...?
Odpowiedz
#4
Obiecujące.
Odpowiedz
#5
aleosochodzi?
[b][i][size=75]ukončite prosím výstup a nástup, dveře se zavírají[/b][/i][/size]
Odpowiedz
#6
będzie ciąg dalszy?
Przy całej swej złudności, znoju i rozwianych marzeniach jest to piękny świat,
jest to piękny świat.
Odpowiedz
#7
nie rozumiem, ale dobrze się czyta.
[img]http://www.challenge-roth.com/img/challengeroth-logo.gif[/img] Unten 10.
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości