Ocena wątku:
  • 0 głosów - średnia: 0
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Coś takiego
#1
No nie wiem, tytułu nie ma, jakowychś ram gatunkowych też brak, tematyka rodem z harleguina, nawet akapitów nie ma, wygrzebałem na okazje przeglądania i czyszczenia starych folderów...

Pustka, cisza, ciemnosc, wszystko co mnie otacza, wszystko co jest we mnie, tak gleboko, zakopane, wcisniete w zakamarki serca. Gdyby to wszystko moglo tam zostac.. albo gdyby poprostu odeszlo... ale nie, wypelzaja ze szpar przy kazdej okazji, ogarniaja wszystko i zawsze, nieustatnie, bez przerwy i znowu. Paralizuja, sciskaja, miazdza w zarodku bez mozliwosci jakiejkolwiek zludy ze to sie kiedys skonczy. Ale ty tego nie widzisz, nie chcesz widziec, probojesz odwrocic wzrok, kierowac spojrzenie w inna strone, lecz cos za kazdym razem sklania do zerkniecia, do spojrzenia, a wtedy to samo cos przytrzymuje, nie pozwala sie wyrwac lub kaze spuscic wzrok na ziemie,wbic go w nia wiesz o tym i dlatego probojesz nie patrzec. Nie da sie tak, wiesz o tym tak dobrze jak ja, wczesniej czy pozniej zalpie cie na przelotnym ruchu, dotkniemy sie spojrzeniami, nie chcesz tego ale mozesz udawac, udawac ze patrzysz nademna, obok, ze ja nie istnieje, zalozyc maske, okryc sie szalem nieprzepuszczalnosci... boisz sie - dlatego to robisz, tak jak ja. Tez sie boje, bardzo, tak mocno, ja sie boje ze za ktoryms razem ci sie uda, ze moje blade, zalzawione, martwe oczy nie beda wystarczajaca czujne, ze omina to co bylo wazne, ze nie beda mogly juz utrzymac ciebie przy sobie, straca to iskierke zycia ktora sie jeszcze w nich tli, ze tobie sie uda nie patrzec. Wtedy bedzie koniec, wtedy spadne,polece w dol, tak gleboko jak jeszcze nikt nigdy nie spadl, tak gleboko jak sam chcialem, tak gleboko jak sobie tego zazyczylem, tak gleboko... Ale ty, co z toba? lancuch ktory cie trzymal, ten lancuch mojego wzroku, mojej osoby zniknie, rozplynie sie, szybko, natychmist, bedziesz wolna, wzlecisz do gwiazd bez zadnego balastu, bez obciazenia jakimi byly moje mysli na tobie. Zadnych lez ktorych waga jest tak ogromna ze gdy chcemy sie wzniesc, przygniatajaca, unimozliwajace nawet proby, nawet rozlozenia skrzydel swojego szczescia. Chcesz tago, caly czas masz nadzieje ze ponad chmurami, jest twoje prywatne niebo, niebo ktore urodzilo sie w twojej wlasnej glowie, takie jakim chcesz zeby bylo, stworzylas je sama nie wiedzac o tym, pomoglem ci w tym, tez o tym nie wiedzac, pomoglem ci przez unieszczesliwiamoe cie, niszczac i brudzac ci kazda chwile zycia w ktorej goscil usmiech, zwyklych dni, normalnych lecz w takich w ktorych nie bylo problemow, kiedy o nich zapominalas, wtedy pojawialem sie, brudny, smutny, samotny, odpychajacy lecz budzacy litosc. Uczucie ktorego tak wiele u ciebie, uczucie tak silne, wazne. Zbyt silne, zbyt wazne, zbyt absorbujace cie, to ona skolanialo cie do patrzenia na mnie, do zagladania w moje martwe oczy z nadzieja ze cos tam znajdziesz, cos innego niz to wszystko co jest na zewnatrz, cos co ukrywam, cos co jest wartosciowe... nie znajdywalas nic, kazda kolejna proba byla coraz bardziej bezsensowna i dlatego kazdej kolejnej balas sie coraz bardziej, tracilas za kazdym razem coraz wiecej i dlatego nie chcialas wiecej tego robic, a ja cie przytrzymywalem, pokazywalem jak moze byc zle, jak wyglada pieklo, widzialas je choc nie chcialas, gwalcilem ciebie i twoje pragnienia pokazujac ci siebie. Nie robilem tego z premedytacja, wcale nie chcialem zeby tak wyszlo, to bylo dla mnie normalne, przyzwyczajlem sie do takiego stanu, chcialem zebys mnie z niego wydobyla, wyciagnela ale to cie przeroslo, nie moglas tego zrobic, Nie moglas ale oboje myslelismy ze dasz rade - ja jak zwykly pasozyt w swej glupocie, chcialem wiecej, jeszcze wiecej, Jak slepiec nie widzacy ze jestes slaba, delikatna, ze nie moge tak, ze mi nie wolno, ze to minelo wszelkie granice, ze niszczylo nas. Ciebie i mnie - nie nas, kazde my bylo bledem, kazde moje my... Dlaczego to zrobilem? z glupoty, pychy, zachcianki? dlaczego jest wlasnie tak? Przeze mnie, bo lancuch ktory cie przykuwa do ziemi byl wykuty przeze mnie, bo ja ci go zalozylem, bo byl zbyt mocny abys sie mogla z niego uwolnic... zbyt mocny... ale uda sie to, pomoge ci, pomoge bo teraz juz wiem ze to moja wina, ze gdyby nie ja nie bylo zadnego wiezienia, karceru, zadnej ciszy ktora zabija, zadnej rozrywajacej prozni, ze to wszystko dzieki mnie. Musze odejsc.
Problemem nie jest sam problem, ale twoje podejście do niego
Odpowiedz
#2
adam_marian napisał(a):tematyka rodem z harleguina
Harlequiny też są dla ludzi... Wink Chociaż masz rację. Zdecydowanie łzawe.
adam_marian napisał(a):nawet akapitów nie ma,
Polskich znaków też nie, strasznie ciężko się przez to czyta.

Pozdrawiam
Ola
[b][size=85]Dziś gra się słońcem football-match ogromny!
Bóg strzela gole - po ludzku, wspaniale!
Dziś skok na ziemię z nieba karkołomny,
Cesarskie cięcie i salto mortale![/size][/b]
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości