Ocena wątku:
  • 0 głosów - średnia: 0
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Mój szkolny Przyjaciel
#61
O trzeba będzie przeczytać Smile
[img]http://www.challenge-roth.com/img/challengeroth-logo.gif[/img] Unten 10.
Odpowiedz
#62
MacB napisał(a):Mam nadzieję, że Pan Jarosław wyliże się z tego.
Już się wylizał (no, prawie...)
Odpowiedz
#63
Jarosław L. napisał(a):Już się wylizał (no, prawie...)
No to chwała Bogu, że dzięki Bogu, bo gdyby tak nie daj Bóg, to uchowaj Boże! Wink
A tak na poważnie, to cieszę się. A sam wypadek musiał być straszny... brrrr!
Znajdzie się słowo na każde słowo
Odpowiedz
#64
Panie Jarosławie, czy wie Pan jak Jacek odniósł się do wyboru JP2 na papieża? Wydaje mi się, że Jacek wierzył w Boga, w jakiś Absolut, lecz negatywnie odnosił się do Kościoła jako instytucji. Chyba nie ma co się dziwić, skoro wychowywał się w ateistycznej rodzinie. Chciałbym jeszcze wiedzieć jak Jackowi szła w liceum matematyka? Czy z historii był równie dobry jak z polskiego?

[ Dodano: 13 listopada 2009, 22:55 ]
I czy ma ktoś gdzieś tekst fraszki Jacka "Na matematyka", za którą podobno tenże matematyk obniżał Jackowi oceny?
Odpowiedz
#65
"Na Matematyka" znam tylko jako fraszkę Kochanowskiego (ale to przecież też JK Smile )
Na Matematyka
Ziemię pomierzył i głębokie morze,
Wie, jako wstają i zachodzą zorze;
Wiatrom rozumie, praktykuje komu,
A sam nie widzi, że ma kurwę w domu
.

Może coś w podobnym guście?
http://youtube.com/ProjektTatarak
Odpowiedz
#66
MacB napisał(a):A sam wypadek musiał być straszny... brrrr!
Straszny? Nie wiem. Dla mnie było to bardzo ciekawe przeżycie egzystencjalne z silnym pierwiastkiem metafizycznym. Szkoda, że nie ma Jacka: z pewnością stworzyłby na ten temat jakąś balladę, może nawet zabawną... Ja, niestety, mogę opisać wydarzenie tylko prozą.
Sad

[ Dodano: 18 listopada 2009, 02:21 ]
piotrekb123 napisał(a):Panie Jarosławie, czy wie Pan jak Jacek odniósł się do wyboru JP2 na papieża? Wydaje mi się, że Jacek wierzył w Boga, w jakiś Absolut, lecz negatywnie odnosił się do Kościoła jako instytucji. Chyba nie ma co się dziwić, skoro wychowywał się w ateistycznej rodzinie. Chciałbym jeszcze wiedzieć jak Jackowi szła w liceum matematyka? Czy z historii był równie dobry jak z polskiego?
Porusza Pan wiele spraw, więc je trochę uporządkujmy: od najważniejszej (kwestia wiary) do ocen szkolnych. Czy Jacek wierzył w Boga? Pytanie trudne. W Boga takiego, jakiego przedstawia religia chrześcijańska, czy judaizm, z pewnością nie wierzył. A czy wierzył w boski Absolut? Nie wiem, czy wierzył, ale z pewnością Go szukał. To poszukiwanie wypełnia poważną część jego twórczości. A jeśli się kogoś szuka, to zakłada się, że poszukiwany może istnieć, inaczej nie miałoby to sensu. Myślę zresztą, że każdy prawdziwie wielki artysta poszukuje jakoś Absolutu (nie przesądzając o wynikach tych poszukiwań).
Co do wyboru Karola Wojtyły (no, bo chyba nie Jana Pawła II?) na papieża, nie pamiętam, by poglądy i uczucia Jacka różniły się od moich. Zresztą, całe społeczeństwo ogarnęła wtedy prawdziwa euforia. Dyskusji na ten temat specjalnie nie prowadziliśmy, bo i nie było o czym. Chociaż obaj byliśmy wówczas niewierzący, czuliśmy - po pierwsze - że jest to wydarzenie bez precedensu w naszej historii, a po drugie - że to wspaniały cios wymierzony w komunizm.
Do Kościoła jako instytucji Jacek nie odnosił się niechętnie. Nigdy przynajmniej nie zauważyłem u niego takiej postawy. Trzeba jednak pamiętać, że Kościół katolicki w czasach PRL cieszył się ogromnym autorytetem i zaufaniem społecznym, a duchowni (chodzący na codzień w sutannach) wzbudzali powszechny szacunek.
Jeśli chodzi o opinię Jacka o samym JP II, mogę zacytować tę, którą usłyszałem od jego (tzn. Jacka) Mamy. Było to w kwietniu 2005 roku, w pierwszą rocznicę śmierci mojego Przyjaciela. Zaproponowałem wówczas jego Rodzicom (dość schorowanym), że zabiorę ich samochodem na cmentarz, byśmy mogli na grobie zapalić świeczki. Kiedy wracaliśmy z Powązek, rozmowa zeszła na temat Papieża, który zmarł kilka dni wcześniej. I wówczas Pani Ania powiedziała: "Jacek bardzo szanował Papieża. Mówił, że Papież to jest wielki guru, tylko nie zgadzał się z nim w kwestii aborcji".
No comments.
W sprawie matematyki mogę powiedzieć, że szła Jackowi całkiem nieźle. Powiedzmy: na czwórkę. Nasza klasa miała przecież profil matematyczny i np. od początku nauki korzystaliśmy z podręcznków uniwersyteckich. Jacek był tzw. ogólnie zdolnym uczniem, pracowitym (babcia pilnowała!), więc ze wszystkich przedmiotów miał dobre oceny. Dopiero w starszych klasach "odpuścił sobie" przedmioty ścisłe, ale wtedy już był zajęty olimipadą polonistyczną.
Nie pamiętam, jakie stopnie miał z historii, ale podejrzewam, że piątki. Był przecież urodzonym humanistą. Historia pociągała go jednak wyrywkowo. Opracowań naukowych nie czytał, ale pochłaniał powieści historyczne. Inna rzecz, że wszystkie nasze nauczycielki historii w liceum (w przeciwieństwie do polonistki, p. B. Krydy) był fatalne i mogły raczej zniechęcić do tego przedmiotu. Mnie nie zniechęciły, bo w czwartej klasie wziąłem udział w I Olimpiadzie Historycznej. Jacek wolał jednak wówczas ponownie spróbować szczęścia w Olimpiadzie Polonistycznej...
Odpowiedz
#67
Jarosław L. napisał(a):Straszny? Nie wiem. Dla mnie było to bardzo ciekawe przeżycie egzystencjalne z silnym pierwiastkiem metafizycznym.
Nie chcę zabrzmieć perwersyjnie, ale czy mogłabym prosić o rozwinięcie myśli? Bo mnie się taki wypadek kojarzy tylko z ogromnym bólem, w którym nijak nie potrafię dopatrzeć się egzystencjalnej ciekawości, o metafizyce nie wspominając... Niemniej - cieszę się z Pana powrotu do zdrowia.
Odpowiedz
#68
A propos papieża:
Jacek opowiadał kiedyś, że w 95 roku, niedługo po nagraniu programu Szukamy stajenki, pewna jego znajoma wysłała papieżowi płytę z programem. Bez odzewu. "Cóż, że ojciec święty lubi słuchać Natalii Kukulskiej" - tak podsumował to Jacek.
Jarosław L. napisał(a):Myślę zresztą, że każdy prawdziwie wielki artysta poszukuje jakoś Absolutu
Zapewne.
Jacek akurat lubił mawiać, że każde bydlę dąży do jakiegoś Absolutu, ale to w sumie niesprzeczne z Pańską myślą.
Odpowiedz
#69
Karol napisał(a):
Jarosław L. napisał(a):Straszny? Nie wiem. Dla mnie było to bardzo ciekawe przeżycie egzystencjalne z silnym pierwiastkiem metafizycznym.
Nie chcę zabrzmieć perwersyjnie, ale czy mogłabym prosić o rozwinięcie myśli? Bo mnie się taki wypadek kojarzy tylko z ogromnym bólem, w którym nijak nie potrafię dopatrzeć się egzystencjalnej ciekawości, o metafizyce nie wspominając... Niemniej - cieszę się z Pana powrotu do zdrowia.
Perwersji w Pani pytaniu nie dostrzegam, tylko ciekawość, a tę zawsze popieram. Zatem wyjaśniam: samo uderzenie pioruna nic nie boli. Dostarcza natomiast niecodziennych wrażeń: wzrokowych, słuchowych i czuciowych (kiedy ta ogromna energia wyrzuca człowieka w powietrze); no i przelotnej świadomości, że się już jest "po tamtej stronie" (na szczęście fałszywej, bo inaczej nie byłoby tego posta)! To nazywam właśnie przeżyciem metafizycznym, chociaż żadnego tunelu ze światłem nie widziałem.
Ból, oczywiście, przychodzi - później. W moim przypadku przez kilka godzin osłabiała go adrenalina: musiałem maszerować wraz z innymi w dół, w ulewie i po bezdrożach, żeby dotrzeć do miejsca, gdzie mogły podjechać karetki.
Kilkutygodniowy pobyt w szpitalu był znakomitą okazją, by poznać różne rodzaje bólu i się z nim oswoić (co nie znaczy: polubić. To, rzeczywiście, byłaby perwersja). Ale czyż ból nie jest przeżyciem egzystencjalnym?
Po tym wszystkim nabiera się dystansu do życia i ludzi. Zmienia się hierarchia wartości. I to jest kolejne doświadczenie egzystencjalne. Ale chociaż interesujące, nikomu go nie polecam. Nawet Lutrowi!
Odpowiedz
#70
Jarosław L. napisał(a):Zatem wyjaśniam: samo uderzenie pioruna nic nie boli. Dostarcza natomiast niecodziennych wrażeń: wzrokowych, słuchowych i czuciowych (kiedy ta ogromna energia wyrzuca człowieka w powietrze)
To ciekawe. Miałam - wprawdzie niczym niepoparte - przekonanie, że tak duży ładunek elektryczny musi stanowić ogromny negatywny bodziec dla układu nerwowego, skutkujący bardzo silnym bólem neuropatycznym. Wrażenia wzrokowo-słuchowe jeszcze ciężej mi sobie wyobrazić, kojarzyłabym je raczej z czasowym oślepieniem czy ogłuszeniem. Mam jednak nadzieję, że ten bezpośredni kontakt z destrukcyjną siłą natury nie pozostawił na Pana zdrowiu trwałych a dokuczliwych śladów...
Odpowiedz
#71
Karol napisał(a):Miałam - wprawdzie niczym niepoparte - przekonanie, że tak duży ładunek elektryczny musi stanowić ogromny negatywny bodziec dla układu nerwowego, skutkujący bardzo silnym bólem neuropatycznym. Wrażenia wzrokowo-słuchowe jeszcze ciężej mi sobie wyobrazić, kojarzyłabym je raczej z czasowym oślepieniem czy ogłuszeniem.
Na szczęście żadnej z tych przyjemności nie doświadczyłem.
Karol napisał(a):Mam jednak nadzieję, że ten bezpośredni kontakt z destrukcyjną siłą natury nie pozostawił na Pana zdrowiu trwałych a dokuczliwych śladów...
Dziękuję. Ja też mam taką nadzieję. I na tym proponuję zakończyć ten wątek: w końcu jest to forum poświęcone życiu Jacka, a nie przypadkom przeżycia uderzenia pioruna...
Odpowiedz
#72
Jarosław L. napisał(a):I na tym proponuję zakończyć ten wątek: w końcu jest to forum poświęcone życiu Jacka, a nie przypadkom przeżycia uderzenia pioruna...
To ja jeszcze spytam o pozawysockie fascynacje muzyczne licealnego Jacka Kaczmarskiego. Czy słuchał (cenił?) The Beatles? Czy słuchał muzyki rockowej z przełomu lat 60./70.? Jak się wypowiadał o ideologii dzieci-kwiatów? Czy sympatyzował w ogóle z jakimś... nazwijmy to "ruchem" młodzieżowym? Interesowała Go jakaś ideologia w tamtych czasach?
Znajdzie się słowo na każde słowo
Odpowiedz
#73
MacB napisał(a):To ja jeszcze spytam o pozawysockie fascynacje muzyczne licealnego Jacka Kaczmarskiego. Czy słuchał (cenił?) The Beatles? Czy słuchał muzyki rockowej z przełomu lat 60./70.? Jak się wypowiadał o ideologii dzieci-kwiatów? Czy sympatyzował w ogóle z jakimś... nazwijmy to "ruchem" młodzieżowym? Interesowała Go jakaś ideologia w tamtych czasach?
Jacek zdecydowanie różnił się od ówczesnych, typowych nastolatków. Rocka w zasadzie nie słuchał, a z ideologii hippiesów się podśmiewał. Zresztą wtedy (lata 1971-75) dzieci-kwiaty nie były już w modzie. Inna rzecz, że Jacek nigdy o modę nie dbał (także jeśli chodziło o wygląd).
Co do ideologii, to oficjalnie istniała tylko jedna: marksizm-leninizm, ale tej - akurat - mało kto był zwolennikiem. Szczególnie wśród młodzieży. Na drugim biegunie znajdował się katolicyzm, od którego Jacek - jak wiadomo - stronił. Były wówczas w Polsce także pewne subkultury młodzieżowe (ale nie "ruchy"!), takie jak punk, czy git-ludzie (to zjawisko z tzw. marginesu społecznego), ale Jacek nie miał z nimi nic wspólnego. Dyskusje ideologiczne w społeczeństwie nie istniały. Nad wszystkim panowała wszechwładna cenzura i policja polityczna. Przypominam, że tzw. "drugi obieg wydawniczy" narodził się dopiero wraz z powstaniem KOR, czyli w roku 1976.
Jeśli chodzi o ideologię społeczną, którą Jacek wyznawał pod koniec liceum, była to pewna mieszanka socjaldemokratyczna, czyli połączenie zasad demokracji z jakimiś marzeniami o sprawiedliwości społecznej (cokolwiek by to miało znaczyć). Do tego należałoby dorzucić elementy liberalizmu: ale w sferze obyczajowej, a nie gospodarczej (Jacek krytykował całkowicie wolny rynek - coś jednak z komunistycznej indoktrynacji w głowie nam pozostawało...). Pamiętam, że po wakacjach w Szwecji po trzeciej klasie wrócił zachwycony tamtejszym ustrojem. To był wówczas jego ideał społeczny (chociaż głównie opowiadał o łatwości i przystępności Szwedek...)
Jeśli chodzi o fascynacje muzyczne Jacka, to poza Wysockim chętnie słuchał (i czytał) Bułata Okudżawę. Lubił też muzykę country, uwielbiał piosenki z Kabaretu Starszych Panów. Najbardziej jednak kochał muzyką klasyczną, zwłaszcza Mozarta, a także wielkich kompozytorów baroku: Bacha, Haendla, Vivaldiego.
Beatlesów, oczywiście znał, zapewne wszystkie ich najważniejsze przeboje. To była wtedy taka już młodzieżowa klasyka. Ale nie był jakimś szczególnym fanem tego zespołu. Zresztą, kiedy myśmy zaczynali naukę w liceum, zespół "The Beatles" już od ponad roku nie istniał.
Odpowiedz
#74
Jarku, wspaniałe i niezwykle cenne są te Twoje opowieści o Jacku. Zresztą, mówiłem to już dość dawno temu, przy okazji obszernych wspomnień 'Mój szkolny Przyjaciel'. Kto nie czytał(oczywiście z 'nowych' użytkowników), to polecam! Ja przeczytałem to wówczas jednym tchem. Mam nadzieję, że tak jak kiedyś rozmawialiśmy, może pozbierasz je wszystkie i powstanie z tego kolejna duża publikacja na temat JK.
Pozdrawiam
Tam - Apokalipsa,
Nieuchronny kres.
Tu - nie grozi nic nam,
Tu - niezmiennie jest...
Odpowiedz
#75
Jarosław L. napisał(a):Jacek zdecydowanie różnił się od ówczesnych, typowych nastolatków...
Wielkie dzięki! Młody Kaczmarski dzięki Twoim wspomnieniom staje się bardziej... nie wiem, jak to opisać: no, bardziej realny. Raz jeszcze dziękuję!
Znajdzie się słowo na każde słowo
Odpowiedz
#76
MacB napisał(a):Wielkie dzięki! Młody Kaczmarski dzięki Twoim wspomnieniom staje się bardziej... nie wiem, jak to opisać: no, bardziej realny. Raz jeszcze dziękuję!
Kuba Mędrzycki napisał(a):Jarku, wspaniałe i niezwykle cenne są te Twoje opowieści o Jacku.
Skoro mnie tak komplementujecie, to dorzucę jeszcze jeden mały bonus a propos muzycznych zainteresowań Jacka:
Jacek był, jak wiadomo, melomanem, miał swoich ulubionych kompozytorów i ulubione utwory, ale w początku lat siedemdziesiątych możliwości słuchania tego, co się akurat komuś podobało, wyglądały kiepsko. Koncerty w Filharmonii nie zawsze były na kieszeń licealisty, a i repertuar niekoniecznie obejmował te kompozycje, których Jacek chciał właśnie słuchać. Nie istniały sklepy internetowe, gdzie dziś można zamówić dowolny utwór, w dowolnym wykonaniu, z dowolnej części świata. W nielicznych sklepach muzycznych oferta płytowa była taka, jak cały handel epoki realnego socjalizmu: mizerna. "Polskie Nagrania", państwowy monopolista na tym rynku, nie rozpieszczały klienta, a jeśli pojawiała się jakaś ciekawa płyta, to dosyć szybko znikała z półki. Pozostawały jeszcze dwa alternatywne sklepy w Warszawie, gdzie można było czasem dostać dobre nagrania muzyki poważnej: Ośrodek Kultury Czechosłowackiej na Marszałkowskiej i sklep firmowy "Hungarotonu" przy Placu Dzierżyńskiego (dziś: Plac Bankowy). Ale i tam trafienie na odpowiednią płytę było rodzajem loterii.
Któregoś dnia, w trzeciej klasie, Jacek - dysponujący akurat odpowiednią ilością gotówki - udał się do wspomnianego sklepu z węgierskimi nagraniami przy placu imienia bohaterskiego pogromcy wrogów rewolucji proletariackiej. Miał ze sobą kartkę, na której wypisał interesujące go utwory. Lista była dość długa. Znajdowali się na niej wszyscy wymienieni przeze mnie kompozytorzy (Mozart, Bach, Haendel, Vivaldi) a także "Orfeusz" C. Monteverdiego. (Byłem wówczas szczęśliwym posiadaczem płyty z najpiękniejszymi fragmentami tej opery włoskiego mistrza i czasem puszczałem ją Jackowi, gdy mnie odwiedzał. Jacuś zachwycił się tym utworem i postanowił go nabyć za wszelką cenę).
Sprzedawca dokładnie przeczytał kartkę i pokręcił tylko głową:
- Szuka pan rodzynków - powiedział z lekkim sarkazmem.
- Wolę rodzynki niż ochłapy - odparował natychmiast Jacek.
Uogólniając, myślę, że odnosiło się to nie tylko do muzyki.
Odpowiedz
#77
Jarosław L. napisał(a):"Polskie Nagrania", państwowy monopolista na tym rynku, nie rozpieszczały klienta, a jeśli pojawiała się jakaś ciekawa płyta, to dosyć szybko znikała z półki. Pozostawały jeszcze dwa alternatywne sklepy w Warszawie, gdzie można było czasem dostać dobre nagrania muzyki poważnej: Ośrodek Kultury Czechosłowackiej na Marszałkowskiej i sklep firmowy "Hungarotonu" przy Placu Dzierżyńskiego
Pomijając świat muzyki rockowej, która - jako utożsamiana ze "zgniłym Zachodem" - miała "prawo" być pomijana w planach wydawniczych Polskich Nagrań, zupełnie nie rozumiem tej posuchy w repertuarze... no, tak to się określało: POWAŻNYM. I właśnie to porównanie do wydawców czechosłowackich, węgierskich, ale i - a może nawet: przede wszystkim! - radzieckich* daje do myślenia... Pamiętam doskonale czasy, w których opisywana scenka mogła się rozgrywać. Co gorsze, czasy te trwały jeszcze przez wiele, wiele lat:
Jarosław L. napisał(a):- Szuka pan rodzynków - powiedział z lekkim sarkazmem.
- Wolę rodzynki niż ochłapy - odparował natychmiast Jacek.
By zamknąć (baaaardzo niechętnie; może pan Jarosław jeszcze przypomni choćby jakieś anegdotki z tym związane?) wątek "czego słuchał za młodu JK" spytam raz jeszcze, a propos wspomnianych rodzynków, czy naprawdę Kaczmar nocha poza ww. gatunki muzyczne nie wychylał? Obce Mu były nawet takie - dla mnie właśnie rodzynki - jak "10 w skali Beauforta" Krzysztofa Klenczona i jego Trzech Koron, "Kiedy byłem małym chłopcem" Nalepy, "Anna Maria" Czerwonych Gitar, czy choćby "Gyöngyhajú lány" węgierskiej Omegi? Że nie wspomnę o hitach światowych z czasów Waszej licealności Wink - jak "July Morning", "Child In Time" albo "Money"...


------
* do dziś najlepsze płyty Rachmaninowa mam na czarnych krążkach wydanych przez Melodię.
Znajdzie się słowo na każde słowo
Odpowiedz
#78
MacB napisał(a):By zamknąć (baaaardzo niechętnie; może pan Jarosław jeszcze przypomni choćby jakieś anegdotki z tym związane?) wątek "czego słuchał za młodu JK" spytam raz jeszcze
Wiedziałem: dać palec, to zaraz złapią za całą rękę...
Wink
MacB napisał(a):czy naprawdę Kaczmar nocha poza ww. gatunki muzyczne nie wychylał? Obce Mu były nawet takie - dla mnie właśnie rodzynki - jak "10 w skali Beauforta" Krzysztofa Klenczona i jego Trzech Koron, "Kiedy byłem małym chłopcem" Nalepy, "Anna Maria" Czerwonych Gitar, czy choćby "Gyöngyhajú lány" węgierskiej Omegi? Że nie wspomnę o hitach światowych z czasów Waszej licealności - jak "July Morning", "Child In Time" albo "Money"...
Przypuszczam, że wszystkie te przeboje, a także wiele innych, były Jackowi znane. Polskie Radio, a zwłaszcza najbardziej popularny wśród młodzieży Program III, nadawały stale ten rodzaj muzyki. Radia słuchaliśmy wtedy prawie cały czas: przy obiedzie, przy odrabianiu lekcji, przy lekturze książki. Było tłem muzycznym, na które nie zwracało się specjalnej uwagi, ale musiało istnieć. Telewizja - czarno-biała, dwa programy, mało pozycji interesujących i dużo propagandy - nie stanowiła wówczas alternatywy dla radia.
Z faktu, że Jacek słuchał jednym uchem ówczesnych przebojów, nie wynika że je cenił. Mogę powiedzieć bez obawy o popełnienie błędu: ani ówczesna muzyka pop, ani rock Jacka zupełnie nie interesowały. I faktycznie, poza wspomniane wcześniej gatunki i rodzaje muzyczne "nocha nie wychylał". Pamiętam, jak w pierwszej, czy drugiej klasie parodiował jednego z naszych kolegów - Konrada S., który mówił: "Strasznie jestem niewyspany. Wczoraj do drugiej w nocy słuchałem Luxa" (chodziło o Radio Luxemburg, odbierane na falach krótkich, które nadawało najbardziej wówczas popularne światowe przeboje). Jacek "Luxa" nie słuchał. Na dyskoteki też nie chodził.
Taki był dziwak!
Odpowiedz
#79
Jarosław L. napisał(a):Wiedziałem: dać palec, to zaraz złapią za całą rękę...
Wink
A jakżeby inaczej? Wink
Tym razem jestem w pełni kontent. Mam niemal doskonale pełny obraz JK z liceum.
Ja - dla statystyk Wink - jestem jednym z tych, co Rejdio Laksembeerg słuchali do późnych godzin nocnych (czytaj: wczesnych godzin rannych Wink ), tylko ja, jeśli mnie pamięć nie myli, słuchałem tej stacji na falach średnich.
Znajdzie się słowo na każde słowo
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości