Ocena wątku:
  • 0 głosów - średnia: 0
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Kwiecień
#15
Ani przez moment nie miałam złudzeń, że ludzi w anioły tamto wydarzenie przerobi. Teraz. Rok później. TU. Powiedziano przecież: "Królestwo moje nie z tego świata".
Tu nie będzie raju, choć oczywiście należy czynić dobro. Ale do czynienia dobra nie jest niezbędna wiara przecież...*

Jak wspomniałam wyżej - dla mnie tamte dni miały wymiar metafizyczny.
"Lepszość" wiary nie w każdym jej wymiarze musi zamieniać się w utylitarną, łatwo obserwowalną "lepszość" uczynków. Choć...czy to jest tak łatwo obserwowalne?

Oczywiście - jest zepsuta polityka, są afery, mordercy, kibole... Ale czy na co dzień naprawdę tak łatwo Wam przychodzi ocena konkretnego człowieka?? Czy naprawdę tak dobrze znacie jego myśli? Czy potraficie ocenić rozwój altruizmu w nim?
(Hm...taka druga strona medalu do "w życiu przydarza się rzadko, żeby rzecz, co wstrząsa - ujrzeć jak na dłoni...")


* Przepraszam, że tak biblijnie Wink. Ale rozmowa jest o religii - a jest pewna płaszczyzna, na której nie spodziewam się porozumienia ideowego pomiędzy osobą wierzącą a niewierzącą, choćby nawet przychylnie nastawioną do "społecznej nauki Kościoła" itp itd.


Wiadomości w tym wątku

Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości